Reklama

Mam dwójkę dzieci. Córka ma 7 lat i chodzi już do szkoły. Syn ma 3 lata, prawie 3 i pół, i od września chodzi do prywatnego przedszkola.

Moja córka bardzo długo miała problem z wołaniem, że chce do toalety. Jeszcze jako 4-latka czasem nie zdążyła, szczególnie kiedy była czymś zajęta albo zestresowana. Pamiętam, ile mnie to kosztowało nerwów. Bałam się, że dzieci będą się śmiały, że panie będą zirytowane. Ale nic takiego się nie wydarzyło.

Córka chodziła do zwykłego publicznego przedszkola. Panie były cierpliwe i wyrozumiałe. Nigdy nie usłyszałam, że „powinna już umieć” albo że robi problem. Po prostu przebierały ją, uspokajały i mówiły, że każde dziecko ma swoje tempo.

Dzięki temu po kilku miesiącach wszystko samo się unormowało.

„On nadal jest w pampersie?”

Z synem jest inaczej. Nadal nosi pieluchę. No, pieluchomajtki. Próbowaliśmy już kilka razy odpieluchowania, ale kończyło się płaczem, stresem i tym, że przez pół dnia wstrzymywał siku albo popuszczał.

Nie chcę go zmuszać. Wiem, że prędzej czy później będzie gotowy. Tylko że w jego przedszkolu najwyraźniej nikt nie ma tyle cierpliwości.

Już pierwszego dnia usłyszałam od jednej z pań: „On nadal jest w pampersie?”. Powiedziała to takim tonem, jakby chodziło o coś bardzo niestosownego. Potem było tylko gorzej. Ciągłe komentarze i docinki:

  • „Trzeba go szybciej odpieluchować”.
  • „W grupie są już dzieci, które same chodzą do toalety”.
  • „Może w domu za mało państwo próbują?”.

Za każdym razem czułam się tak, jakbym była złą matką.

Płacę za przedszkole i słyszę, że moje dziecko „robi problem”

Najbardziej zabolało mnie to, co usłyszałam ostatnio. Kiedy odbierałam syna, pani powiedziała: „Musiałam go dwa razy przebierać. Musimy coś z tym zrobić, bo on już powinien być samodzielny”.

„Musiałam”. Jakby mój 3-letni syn zrobił jej specjalnie na złość. Jakby to było jakieś jego lenistwo albo złośliwość.

Nie rozumiem, dlaczego w prywatnym przedszkolu, za które płacę niemałe pieniądze, spotykam się z mniejszą wyrozumiałością niż kiedyś w zwykłej publicznej placówce.

Mam coraz większe wrażenie, że paniom po prostu nie chce się przebierać dzieci. Najchętniej chciałyby, żeby wszystkie trzylatki były już całkowicie samodzielne, ciche i bezproblemowe.

Tylko że tak nie wyglądają prawdziwe dzieci. Jedno zaczyna mówić wcześniej, inne później. Jedno szybko rezygnuje z pieluchy, inne potrzebuje więcej czasu. Naprawdę nie widzę powodu, żeby zawstydzać za to dziecko i rodziców.

Nie chcę, żeby mój syn czuł, że jest „gorszy”

Najbardziej boję się tego, że mój syn zacznie odbierać te komentarze. Już teraz widzę, że kiedy pytam rano, czy chce iść do przedszkola, czasem mówi: „Nie, bo pani będzie zła”, a mnie serce pęka.

Bo przedszkole powinno być miejscem, w którym małe dziecko czuje się bezpiecznie. Także wtedy, kiedy jeszcze nie wszystko umie.

Moja córka miała to szczęście, że trafiła na dobre, cierpliwe nauczycielki. Dzięki nim nie pamięta dziś stresu ani wstydu. Chciałabym, żeby mój syn też miał takie doświadczenie.

Bo naprawdę nie każde 3-letnie dziecko jest gotowe, żeby chodzić do toalety samodzielnie. I nie powinno być za to karane ani oceniane.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Rodzice są oburzeni tym, co dzieje się w przedszkolach. „Syn wrócił po obiedzie z płaczem”

Reklama
Reklama
Reklama