Reklama

Starsza pani poślizgnęła się na chodniku. Upadła dość niefortunnie, z impetem, który zawsze wywołuje u przechodniów ten krótki moment zawahania. Wokół było wielu dorosłych ludzi. Spieszyli się, rozmawiali przez telefon, patrzyli przed siebie. Nikt nie zareagował. Dopiero chłopiec, na oko dwunastoletni, podszedł bez wahania. Pomógł jej wstać, zapytał, czy wszystko w porządku, upewnił się, że może iść dalej. Zrobił to spokojnie, bez teatralności, bez rozglądania się, kto patrzy.

Ta scena wraca do mnie regularnie. Nie dlatego, że była sensacyjna. Właśnie dlatego, że była tak bardzo zwyczajna.

Pokolenie Alfa a empatia w codziennych sytuacjach

O pokoleniu Alfa mówi się dziś głównie w kontekście ekranów, technologii i skróconej uwagi. Tymczasem to, co zobaczyłam na ulicy, zupełnie nie pasuje do tego uproszczonego obrazu. Ten chłopiec nie analizował, nie kalkulował, nie zastanawiał się, czy to jego sprawa. Zareagował odruchowo.

Coraz częściej mam wrażenie, że to właśnie młodsi potrafią działać szybciej i bardziej naturalnie w sytuacjach, które wymagają zwykłej ludzkiej reakcji. Nie dlatego, że są lepsi. Być może dlatego, że nie zdążyli jeszcze nauczyć się obojętności.

Empatia w ich wykonaniu nie jest deklaracją ani postem w mediach społecznościowych. Jest ruchem ciała. Krokiem w stronę drugiego człowieka. Prostym pytaniem: „Czy wszystko w porządku?”.

Dlaczego dorośli coraz częściej nie reagują?

Scena ze starszą panią na chodniku była też trudnym lustrem dla dorosłych. Wszyscy widzieliśmy upadek. Wszyscy mieliśmy możliwość, aby pomóc. A jednak zadziałał mechanizm, który znamy aż za dobrze.

Dorośli często zakładają, że „ktoś inny zaraz podejdzie”. Że „to nie moja rola”. Że „nie mam czasu”. Dochodzi do tego lęk przed zaangażowaniem, przed odpowiedzialnością, przed przekroczeniem granicy. Efekt jest taki, że w kluczowym momencie nikt nie robi nic.

Tym bardziej uderzające było zachowanie dziecka. Bez wewnętrznej debaty, bez usprawiedliwień, bez dystansu. Jakby odruch pomocy był czymś oczywistym, a nie wyjątkiem od reguły.

zima
Chłopiec nie zastanawiał się, kto powinien pomóc starszej pani, fot. AdobeStock/Marius Burcea

Czego dorośli mogą nauczyć się od młodszych?

Nie chodzi o to, żeby idealizować młode pokolenie ani stawiać je na piedestale. Chodzi o zauważenie konkretnej postawy, z której naprawdę warto brać przykład. Takiej, która nie wymaga wielkich słów ani specjalnych kompetencji.

W tej jednej scenie kryje się kilka ważnych lekcji:

  • Szybka reakcja zamiast analizy
    Chłopiec nie zastanawiał się, kto powinien pomóc. Zareagował natychmiast, bo ktoś obok potrzebował wsparcia.

  • Brak oceniania sytuacji
    Nie było pytań o to, dlaczego starsza pani upadła ani czy „uważała”. Była pomoc, bez warunków wstępnych.

  • Naturalność gestu
    Pomoc nie była pokazowa ani głośna. Była spokojna, rzeczowa i dyskretna.

  • Obecność tu i teraz
    W przeciwieństwie do wielu dorosłych chłopiec nie był „obok” myślami. Zauważył, co dzieje się wokół.

  • Poczucie odpowiedzialności społecznej
    Chłopca nie interesowało, „czyja to sprawa”. Była po prostu sytuacja wymagająca reakcji.

Ta lista nie jest oskarżeniem wobec dorosłych. Jest zaproszeniem do refleksji. Może zbyt często mówimy młodym, jacy powinni być, zamiast uważnie patrzeć, jacy już są.

Tamta scena nie trafiła do mediów, nikt nie nagrał jej telefonem. A jednak to właśnie takie momenty pokazują, że empatia nie zniknęła. Być może tylko zmieniła adres. I to dorośli powinni dziś uczyć się jej od tych, których tak chętnie pouczają.

Zobacz też: Ten nawyk rodzica podcina skrzydła bardziej niż docinki kolegów. Robimy to nieświadomie

Reklama
Reklama
Reklama