atoms.adSlot.adLabel

Kiedy zapisywałam syna do pierwszego prywatnego przedszkola, byłam przekonana, że im więcej, tym lepiej. Dodatkowe zajęcia, plan dnia wypełniony po brzegi, oferta, która miała zapewnić jej najlepszy start. Wszystko wyglądało profesjonalnie i nowocześnie. Na papierze – idealnie.

Tyle że w codzienności coraz częściej widziałam zmęczenie. Mój syn wracał cichy w sposób, który nie był spokojem, tylko przeciążeniem. Coraz rzadziej opowiadał o tym, co robił w ciągu dnia. Coraz częściej mówił, że „jutro znowu przedszkole” – bez entuzjazmu.

Miejsce, które miało wszystko, poza lekkością

Plan dnia był dopięty. Zajęcia następowały po sobie bez przerwy, a każda aktywność miała konkretny cel. Rozwój, efektywność, przygotowanie. Tylko że gdzieś po drodze zgubiło się dziecięce tempo.

Zaczęłam się zastanawiać, czy kilkulatek naprawdę potrzebuje kolejnych bodźców, czy raczej chwili, w której może pobawić się bez instrukcji. Czy rozwój zawsze musi oznaczać więcej, szybciej i intensywniej.

Decyzja o zmianie, która wyglądała jak cofnięcie się

Publiczne przedszkole było zupełnie inne. Bez listy zajęć dodatkowych. Bez obietnic „lepszego startu”. Za to z dużą salą, placem zabaw i spokojnym rytmem dnia.

Największą różnicę zauważyłam jednak w ludziach. Nauczycielki znały dzieci naprawdę. Wiedziały, kto potrzebuje więcej ruchu, a kto ciszy. Umiały zorganizować czas tak, by było w nim miejsce na zabawę, rozmowę i odpoczynek. Bez presji, bez pośpiechu, bez ciągłego „teraz robimy coś kolejnego”.

Dobre nauczycielki robią więcej niż najlepszy pakiet zajęć

To one wymyślały zabawy, które angażowały całą grupę. To one potrafiły zamienić zwykły spacer w małą przygodę, a poranek w coś, na co dzieci naprawdę czekały. Nie potrzebowały do tego dodatkowych kursów ani kolorowych materiałów. Wystarczała uważność i doświadczenie.

Mój syn zaczął wracać z przedszkola rozgadany. Opowiadał o kolegach, o zabawach, o tym, co pani powiedziała rano. Był spokojniejszy, bardziej obecny.

Jedno zdanie, które wszystko wyjaśniło

Po kilku dniach powiedział, zupełnie mimochodem: „Mamo, tutaj jest jakoś fajniej”. Nie mówił o zajęciach. Nie porównywał atrakcji. Mówił o tym, jak się czuje.

Dopiero wtedy zrozumiałam, że dobre przedszkole to nie to, które ma najbogatszą ofertę, ale to, w którym dziecko czuje się bezpieczne i widziane. Czasem wystarczą mądre nauczycielki, spokojny rytm dnia i przestrzeń na bycie dzieckiem. I to naprawdę wystarcza.

Zobacz także: Nauczycielka: „Rodzice są leniwi. Biorą wolne, a dzieci i tak prowadzą do przedszkola”

atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel