Reklama

„Proszę pani, bo mama...”

To zdanie słyszę regularnie. Nie raz, nie dwa – regularnie. „Nie przyniosłem zeszytu, bo mama zapomniała włożyć do plecaka”, „Nie mam stroju na WF, bo mama nie wyprała”, „Nie nauczyłem się, bo mama miała dużo pracy i mi nie przypomniała”.

Na początku byłam w szoku. Potem przyszło przyzwyczajenie, a dziś – bezradność. Bo mówimy o dzieciach, które mają 10, 12, 14 lat. To nie są przedszkolaki. To młodzi ludzie, którzy za kilka lat wejdą w dorosłość, a dziś nie potrafią spakować plecaka ani sprawdzić planu lekcji.

Rodzice wyręczają ich na każdym kroku, a potem dziwią się, że dzieci „nic nie ogarniają”.

Wyręczanie zamiast uczenia odpowiedzialności

Widzę to na co dzień. Rodzice piszą za dzieci wiadomości w Librusie, tłumaczą każdą nieobecność, negocjują oceny, pilnują terminów, odrabiają zadania „bo dziecko było zmęczone”. Dziecko ma tylko być. Najlepiej bez wysiłku, bez stresu, bez porażek.

Tyle że życie tak nie działa. Nikt nie nauczy się odpowiedzialności, jeśli nigdy nie poniesie konsekwencji. Nikt nie stanie się samodzielny, jeśli zawsze ktoś zrobi coś za niego szybciej i lepiej.

Wyręczanie jest wygodne – dla dorosłych. Daje poczucie kontroli i bycia „dobrym rodzicem”. Ale dla dziecka to komunikat: „Nie wierzę, że dasz sobie radę”.

Szkoła nie zastąpi domu

Często słyszę, że „szkoła powinna nauczyć dzieci samodzielności”. Nie powinna. Szkoła może ją wspierać, ale fundamenty wynosi się z domu. Jeśli w domu dziecko nie ma obowiązków, nie podejmuje decyzji, nie ponosi konsekwencji, to żadna instytucja tego nie naprawi.

Efekt? Nastolatki, które nie potrafią zaplanować nauki, boją się samodzielnych zadań, panikują przy pierwszej trudności. A potem studenci, którzy nie radzą sobie bez stałego nadzoru. I dorośli, którzy oczekują, że ktoś zawsze ich poprowadzi za rękę.

To nie dzieci są problemem

Chcę to powiedzieć jasno – to nie jest tekst przeciwko dzieciom. To tekst w ich obronie. Bo szkoda mi młodych ludzi, którym odbiera się szansę na naukę samodzielności w imię świętego spokoju dorosłych.

Dziecko, które zapomni zeszytu i dostanie uwagę, nauczy się więcej niż to, którego mama dowiezie go do szkoły w połowie lekcji. Dziecko, które samo odpowie za swoje obowiązki, zyska coś znacznie cenniejszego niż dobrą ocenę – poczucie sprawczości.

Jeśli nadal będziemy wszystko robić za dzieci, to naprawdę nie powinniśmy się dziwić, że to pokolenie sobie nie poradzi. Nie dlatego, że nie chce. Dlatego, że nigdy nie dostało szansy, by spróbować.

Zobacz także: 5 nawyków, które wspierają rozwój intelektualny dziecka. Bez presji i drogich zabawek edukacyjnych

Reklama
Reklama
Reklama