Reklama

Szanowna Redakcjo, piszę do was, bo od kilku tygodni nie daje mi spokoju jedna sprawa. Chodzi o szkolną stołówkę w szkole mojego syna. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie – dzieci ustawiają się w kolejce, dostają talerz z obiadem, siadają przy stolikach. Niby nic niezwykłego. A jednak to, co dzieje się w środku, jest dla mnie bardzo smutne.

Mój syn chodzi do trzeciej klasy podstawówki. Zawsze chętnie jadł obiady w szkole, bo pracuję do późna i było dla mnie ważne, żeby w ciągu dnia zjadł coś ciepłego. Nigdy nie narzekał na jedzenie, czasem tylko mówił, że coś było „takie sobie”. Ale ostatnio zauważyłam, że coraz częściej wraca do domu bardzo głodny.

Na początku myślałam, że po prostu więcej się rusza albo ma większy apetyt. Dopiero jedna rozmowa przy kolacji otworzyła mi oczy.

Dlaczego niektóre dzieci nie jedzą szkolnych obiadów

Syn powiedział mi zupełnie spokojnie: „Mamo, czasami wolę nie jeść w stołówce”. Myślałam, że chodzi o smak jedzenia, ale powód był zupełnie inny.

Okazało się, że w stołówce panuje ogromny hałas i pośpiech. Dzieci mają bardzo mało czasu na zjedzenie obiadu. Panie poganiają kolejne klasy, bo za chwilę musi wejść następna grupa. Dzieci siedzą przy stolikach po kilka osób, a atmosfera jest bardziej jak na przerwie niż przy posiłku.

Syn powiedział mi też coś, co szczególnie mnie zasmuciło. Niektóre dzieci w ogóle nie siadają do obiadu, choć mają wykupione posiłki. Po prostu oddają talerz albo tylko coś dziubną i wychodzą. Powód? Wstyd, stres albo komentarze innych dzieci.

Podobno zdarza się, że ktoś krzywi się na jedzenie, ktoś mówi „fuj”, ktoś inny zaczyna się śmiać albo udawać, że w jedzeniu znalazł robaka. Dla dorosłego to drobiazg, ale dla dziecka bywa bardzo stresujące.

Pośpiech i hałas nie sprzyjają jedzeniu

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że dzieci często nie mają czasu spokojnie zjeść. Syn opowiadał, że czasem ledwo zacznie jeść zupę, a już słyszy, że trzeba się spieszyć, bo następna klasa czeka pod drzwiami.

Nie wyobrażam sobie, żeby dorosły człowiek miał w takich warunkach zjeść obiad. Hałas, tłok, ktoś pogania, ktoś komentuje. Nic dziwnego, że część dzieci po prostu traci apetyt.

Dla wielu dzieci to przecież jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia w szkole. A jednak bywa tak, że wolą chodzić głodne, niż siedzieć przy stole w takiej atmosferze.

Zaczęłam rozmawiać z innymi rodzicami i okazało się, że nie tylko mój syn ma takie doświadczenia. Kilka mam powiedziało mi, że ich dzieci też często wracają z pustymi brzuchami.

obiad w szkole
Obiad w szkole jest często jedzony w pośpiechu i zgiełku, fot. AdobeStock/triocean

Szkolna stołówka powinna być spokojnym miejscem

Nie mam pretensji do pań pracujących w stołówce. Domyślam się, że robią, co mogą, a dzieci jest po prostu bardzo dużo. Problem leży raczej w organizacji i w tym, że nikt nie zastanawia się, jak dzieci czują się w takich warunkach.

Przecież jedzenie to nie tylko „zatankowanie paliwa”. To moment odpoczynku, chwila spokoju. Dzieci też tego potrzebują.

Tymczasem mam wrażenie, że szkolne obiady traktowane są trochę jak obowiązek do szybkiego odhaczenia. Kolejna klasa, kolejne talerze, następna grupa. A gdzie w tym wszystkim komfort dzieci?

Piszę ten list, bo chciałabym, żeby ktoś w końcu zwrócił na to uwagę. Jeśli nawet jedno dziecko wychodzi ze stołówki głodne, bo nie czuje się tam dobrze – to znaczy, że coś jest nie tak.

Może warto czasem zapytać dzieci, jak naprawdę czują się w szkolnej stołówce. Ich odpowiedzi mogą być dla wielu dorosłych sporym zaskoczeniem.

Z pozdrowieniami
czytelniczka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Te dzieci mają dobre oceny bez korepetycji. W ich domach obowiązuje 5 reguł

Reklama
Reklama
Reklama