„Comfort zone kids”. W pogoni za bezpieczeństwem odbieramy dzieciom ważną lekcję
Coraz częściej słyszę od dorosłych to samo zdanie: „Oni po prostu nie chcą się starać”. Tylko że problem nie zaczyna się na lenistwie. Zaczyna się dużo wcześniej – w świecie, który nauczył młodych, że wysiłek jest opcjonalny, a dyskomfort podejrzany.

„Comfort zone kids” to określenie opisujące dzieci i nastolatków wychowywanych w maksymalnym komforcie psychicznym i fizycznym. W świecie, w którym wszystko ma być „bezpieczne”, „dopasowane” i „nie za trudne”. Brzmi jak troska. W praktyce coraz częściej oznacza unikanie wysiłku i ryzyka za wszelką cenę.
„Nie chcę, bo to trudne”
To zdanie pada dziś zaskakująco często z dziecięcych ust. Dzieci rezygnują z zajęć, bo „nie czują flow”. Nastolatki nie startują w konkursach, bo „mogą przegrać”. Uczniowie nie zgłaszają się na lekcji, bo „to stresujące”.
Wielu rodziców reaguje natychmiast:
- Skoro cię to stresuje, nie musisz.
- Nie zmuszajmy go do czegoś, czego nie lubi.
- Ważne, żeby było mu dobrze.
Tylko że w ten sposób młody człowiek nie uczy się jednego: że dyskomfort jest naturalną częścią rozwoju.
Świat dopasowany do dziecka
Dzisiejsze dzieci dorastają w świecie, który bardzo szybko reaguje na ich potrzeby. Jeśli coś jest nudne – zmieniamy. Jeśli trudne – upraszczamy. Jeśli frustrujące – unikamy.
– Rodzice chcą oszczędzić dzieciom tego, co sami wspominają jako trudne – mówi mi zaprzyjaźniona psycholożka dziecięca. – Problem w tym, że razem z frustracją zabieramy im możliwość budowania odporności psychicznej.
Efekt? Dzieci, które świetnie czują się w znanym środowisku, ale kompletnie gubią się w nowych sytuacjach. Każda zmiana urasta do rangi kryzysu.
Szkoła bez ryzyka
Trend „comfort zone kids” bardzo mocno widać w szkole. Coraz więcej uczniów unika sprawdzianów, wystąpień, odpowiedzi ustnych. Coraz więcej rodziców interweniuje, zanim dziecko w ogóle spróbuje.
– Jeśli dziecko nie ma okazji doświadczyć porażki w bezpiecznych warunkach, to każda porażka w dorosłym życiu będzie dla niego katastrofą – tłumaczy psycholożka.
Zamiast „spróbuj jeszcze raz” częściej słyszy „nie szkodzi, nie musisz”. Tylko że życie bardzo rzadko daje opcję „nie musisz”.
Komfort zamiast sprawczości
Największym problemem nie jest to, że młodzi nie lubią wysiłku. Problemem jest to, że nie widzą w nim sensu. Skoro wszystko da się ominąć, przełożyć albo uprościć, po co ryzykować?
„Comfort zone kids” często:
- boją się ocen i opinii
- unikają wyzwań
- szybko się zniechęcają
- rezygnują przy pierwszym niepowodzeniu.
Nie dlatego, że są słabsi. Dlatego, że nikt ich nie nauczył, że trudność to nie sygnał do ucieczki.
Wygoda, która ma swoją cenę
Ten tekst nie jest oskarżeniem młodych. To raczej pytanie do dorosłych. Czy nie pomyliliśmy ochrony z wychowaniem? Czy nie zabraliśmy dzieciom zbyt wielu okazji do tego, by poczuły dumę z czegoś, co było naprawdę trudne?
– Odporność psychiczna nie rodzi się w komforcie – mówi psycholożka. I dodaje: – Rodzi się tam, gdzie dziecko doświadcza wysiłku, wsparcia i sensu jednocześnie.
Być może najwyższy czas przypomnieć sobie, że strefa komfortu jest dobra na odpoczynek. Ale dorastanie zaczyna się zawsze tuż za jej granicą.