Reklama

Mój syn chodzi na półkolonie organizowane przez szkołę. Za każdy dzień płacimy 85 zł – w cenie są posiłki, napoje, opieka, bilety wstępu i oczywiście zapowiadane atrakcje. Harmonogram wyglądał naprawdę zachęcająco: jednego dnia łyżwy, innego kino, do tego zabawy na śniegu, a gdy pogoda nie dopisze – planszówki, konkursy taneczne i zajęcia w budynku szkoły.

Pierwszy dzień minął w miarę spokojnie. Syn wrócił zmęczony, trochę marudził, że obiad mu nie smakował, ale uznałam, że to drobiazg. Najważniejsze było to, co miało wydarzyć się drugiego dnia – wyjście do kina na nowego „Zwierzogród 2”. Jedynka to jedna z jego ulubionych bajek, więc od rana był podekscytowany i nie mógł się doczekać seansu.

„Mamo, kina nie było”

Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Gdy grupa dotarła do kina, wyszło na jaw, że… coś się nie zgadza. Ktoś pomylił terminy. Bilety były wykupione, ale na inny dzień – dokładnie na piątek, a nie na wtorek. Ani opiekunowie, ani dzieci nie wiedzieli o tym wcześniej. Zorientowano się dopiero na miejscu.

Zamiast seansu, był powrót do szkoły. Cały dzień dzieci spędziły w budynku. Bez kina, bez zapowiadanej atrakcji, bez żadnego „planu B”, który chociaż częściowo zrekompensowałby zawód. Kiedy syn wrócił do domu, rozpłakał się. Powiedział, że było mu przykro, że czuł się oszukany i że cały dzień myślał tylko o tym, że „miało być kino”.

Płacimy nie tylko za opiekę

Najbardziej boli mnie to, że tej sytuacji można było łatwo uniknąć. Jak to możliwe, że nikt wcześniej nie sprawdził daty na biletach? Dlaczego nikt nie zorientował się przed wyjściem ze szkoły? I wreszcie – dlaczego dzieci zostały z tym rozczarowaniem same, bez sensownego wytłumaczenia i bez próby zadośćuczynienia?

Rozumiem, że błędy się zdarzają. Ale jako rodzice płacimy nie tylko za „przechowanie” dzieci, lecz za konkretny program. Dla dorosłego brak wyjścia do kina to drobiazg. Dla ośmiolatka – ogromna sprawa. Zwłaszcza gdy przez cały dzień żyje tą jedną zapowiedzią.

Nie zamierzam tego zostawić bez reakcji. Nie chodzi mi o awanturę, ale o odpowiedzialność. Bo jeśli ktoś organizuje półkolonie i bierze za to pieniądze, powinien dopilnować podstaw. A przede wszystkim pamiętać, że po drugiej stronie są dzieci – ze swoimi emocjami, oczekiwaniami i wielkimi rozczarowaniami, które naprawdę długo zostają w pamięci.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Nie puszczę dzieci na ferie do dziadków. Nie po tym, co wywinęli w ostatni weekend

Reklama
Reklama
Reklama