Reklama

To zwykle dzieje się wieczorem. W ciszy, kiedy dzień powoli się kończy, a emocje opadają. Dziecko leży w łóżku i nagle mówi coś, co na pierwszy rzut oka brzmi zwyczajnie. Dwa, trzy słowa. Niby nic. A jednak to może być sygnał alarmowy.

„Nie chcę iść do szkoły”

To zdanie słyszy wielu rodziców. I wielu z nas reaguje podobnie. „Każdemu się nie chce”, „Ja też nie lubiłam szkoły”, „Jutro ci przejdzie”. Z perspektywy dorosłego to logiczne. Szkoła bywa trudna, wymagająca, czasem po prostu męcząca.

Ale z perspektywy dziecka to zdanie może znaczyć coś zupełnie innego. Może być próbą powiedzenia: „Boję się”. I właśnie to jest moment, w którym warto się zatrzymać.

Kiedy to nie jest zwykłe marudzenie

Nie każde „Nie chcę iść do szkoły” oznacza problem. Dzieci mają gorsze dni, są zmęczone, czasem po prostu nie mają ochoty. Są jednak sytuacje, kiedy to zdanie zaczyna się powtarzać. Kiedy pojawia się codziennie. Kiedy towarzyszą mu inne sygnały: ból brzucha rano, nagłe milczenie, niechęć do opowiadania o tym, co działo się w szkole. To moment, który powinien zapalić lampkę ostrzegawczą.

Z mojego doświadczenia – i rozmów z rodzicami – wynika, że najtrudniejsze jest odróżnienie jednego od drugiego. Bo nikt nie chce panikować. Ale też nikt nie chce przegapić momentu, kiedy dziecko naprawdę potrzebuje pomocy.

Co może się kryć za tym zdaniem?

Powodów może być wiele. Czasem to trudności w nauce. Czasem konflikt z kolegą. Czasem poczucie odrzucenia. Ale coraz częściej – niestety – chodzi o coś poważniejszego.

Wyśmiewanie, ignorowanie, wykluczenie. Nie zawsze spektakularne. Często ciche, powtarzalne, trudne do uchwycenia. Dzieci rzadko mówią wprost: „Ktoś mnie gnębi”. Zamiast tego mówią: „Nie chcę iść do szkoły”. I czekają, aż ktoś im pomoże.

mama pociesza dziecko
Ignorowanie, bagatelizowanie, żartowanie – mogą sprawić, że dziecko zamknie się jeszcze bardziej, fot. AdobeStock/Marco

Najważniejsza reakcja

To, co zrobimy w tym momencie, ma ogromne znaczenie. Zignorowanie, bagatelizowanie, żartowanie – mogą sprawić, że dziecko zamknie się jeszcze bardziej. Z kolei nadmierna reakcja – może przestraszyć.

Dlatego najważniejsze jest jedno: potraktować to poważnie. Zatrzymać się. Posłuchać. Zadać pytanie. Nie od razu szukać rozwiązania. Najpierw spróbować zrozumieć. Pamiętam rozmowę z jedną mamą, która powiedziała: „Dopiero kiedy przestałam przekonywać, a zaczęłam słuchać, dowiedziałam się, co naprawdę się dzieje”.

Dziecko potrzebuje sojusznika

Szkoła to ogromna część życia dziecka. Jeśli zaczyna się z nią kojarzyć lęk, napięcie, stres – to sygnał, którego nie można ignorować. Dziecko musi wiedzieć, że ma po swojej stronie dorosłego. Nie sędziego. Nie kogoś, kto powie „Przesadzasz”. Tylko kogoś, kto powie: „Jestem tu, pomogę ci”.

Czasem wystarczy rozmowa z wychowawcą. Czasem potrzebne są większe działania. Ale wszystko zaczyna się od tego jednego momentu – kiedy dziecko mówi coś między słowami.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to właśnie te ciche zdania są najważniejsze. „Nie chcę iść do szkoły”. To nie zawsze jest wymówka. Czasem to prośba o pomoc. I od naszej reakcji zależy, czy zostanie usłyszana.

Zobacz też: 6 oznak, że telefon niszczy twoją więź z dzieckiem. Tak zachowują się rodzice-zombie

Reklama
Reklama
Reklama