Reklama

Wokół dziecięcych emocji narosło wiele napięć i mitów. Jedni mówią o „rozpuszczeniu”, inni obwiniają bezstresowe wychowanie, jeszcze inni widzą brak granic. Tymczasem prawda jest znacznie prostsza i mniej wygodna dla dorosłych. Kilkulatek, który krzyczy, tupie albo rzuca się na podłogę, nie robi tego po to, żeby komukolwiek uprzykrzyć życie. On po prostu nie ma jeszcze jednej kluczowej umiejętności.

Złość u kilkulatka to nie manipulacja, tylko sygnał

Złość u kilkulatka nie jest dowodem na złe wychowanie ani testem cierpliwości rodzica. To emocja, taka sama jak radość albo strach. Różnica polega na tym, że małe dziecko nie potrafi jej nazwać, uporządkować ani bezpiecznie rozładować. Jego układ nerwowy dopiero się rozwija, a mózg nie jest jeszcze gotowy na samokontrolę, której oczekują dorośli.

Kiedy słyszę, że dziecko „robi sceny”, zawsze mam wrażenie, że my, dorośli, przypisujemy mu intencje, których ono zwyczajnie nie ma. Kilkulatek nie kalkuluje. On reaguje impulsywnie, bo jego emocje zalewają go z całą siłą. Krzyk bywa jedynym językiem, którym w danej chwili dysponuje.

Złość jest informacją. Mówi o frustracji, zmęczeniu, przeciążeniu bodźcami albo o potrzebie, która nie została zauważona. Problem polega na tym, że my często skupiamy się na formie, a nie na treści tego komunikatu.

Brak jednej umiejętności, której nikt nie uczy się od razu

To, czego naprawdę brakuje dziecku w napadzie złości, to umiejętność regulowania emocji. Tego nie da się nauczyć jedną rozmową ani karą. Regulacja emocji to proces, który trwa latami i zaczyna się od wsparcia dorosłego.

Małe dziecko nie uspokoi się samo tylko dlatego, że mu to nakażemy. Nie przestanie płakać, bo usłyszy „Nie przesadzaj”. Ono potrzebuje kogoś, kto pomoże mu przejść przez emocję, zamiast ją uciszać. W praktyce oznacza to obecność, spokojny głos, krótkie komunikaty i akceptację tego, że złość istnieje.

Wielu rodziców boi się, że akceptowanie złości oznacza przyzwolenie na złe zachowanie. To nieprawda. Można jednocześnie uznać emocję i postawić granicę. „Widzę, że jesteś bardzo zły. Nie zgadzam się na bicie” − to komunikat, który uczy więcej niż krzyk albo groźba kary.

dziecięca złość
Wielu rodziców boi się, że akceptowanie złości oznacza przyzwolenie na złe zachowanie, fot. AdobeStock/globalmoments

Jak reagować, gdy dziecko krzyczy i traci kontrolę?

Gdy dziecko wpada w złość, najważniejsze jest to, co robi dorosły. Nasz spokój działa jak regulator. Podniesiony głos, nerwowe ruchy i pretensje tylko dolewają oliwy do ognia. Wiem, że to trudne, zwłaszcza w miejscu publicznym, gdy dochodzi wstyd i presja otoczenia.

Warto pamiętać, że dziecko nie uczy się regulacji emocji w momencie kryzysu. Ono uczy się jej wcześniej i później, obserwując dorosłych. Jeśli widzi, że złość można przeżyć bez przemocy i upokorzenia, stopniowo zaczyna przejmować te strategie.

Po wybuchu emocji przychodzi czas na rozmowę, prostą i dostosowaną do wieku. Bez moralizowania, bez wykładów. Wystarczy nazwać to, co się wydarzyło, i pokazać inne możliwości na przyszłość. To właśnie wtedy buduje się kompetencje emocjonalne − nie w trakcie krzyku.

Złość u dziecka nie jest problemem do wyeliminowania. Jest sygnałem rozwojowym i zaproszeniem do relacji. Im szybciej to zrozumiemy, tym mniej będzie w nas bezradności, a więcej spokoju. Dziecko nie potrzebuje idealnego dorosłego. Potrzebuje kogoś, kto pokaże mu, że emocje da się unieść, nawet te najtrudniejsze.

Zobacz też: To najprostsza metoda, by wychować odporne psychiczne dziecko. Zwróć uwagę na to, co mówisz

Reklama
Reklama
Reklama