Gdy dziecko się złości, jak mantrę powtarzaj to jedno zdanie. Wystarczą 4 słowa
Najtrudniejsze chwile rodzicielstwa nie przychodzą wtedy, gdy dziecko grzecznie siedzi przy stole, ale wtedy, gdy krzyczy, płacze i traci nad sobą kontrolę. Złość dziecka potrafi wytrącić z równowagi nawet najbardziej cierpliwego dorosłego. A jednak jedno proste zdanie, powtarzane spokojnie, potrafi zdziałać więcej niż tysiąc tłumaczeń.

Złość dziecka to wołanie o pomoc
Kiedy moje dziecko wpada w złość, wszystko we mnie chce reagować automatycznie – uciszyć, „naprawić” sytuację jak najszybciej. Zwłaszcza w miejscach publicznych, gdy mam wrażenie, że wszyscy patrzą i oceniają. Przez długi czas myślałam, że jeśli nie zareaguję stanowczo, to dziecko „wejdzie mi na głowę”.
Dopiero później zrozumiałam, że w takich chwilach moje dziecko nie jest niegrzeczne. Ono jest zalane emocjami, których nie potrafi jeszcze udźwignąć. Jego mózg jest w trybie alarmowym – nie ma dostępu do logicznego myślenia, do próśb ani argumentów. Jest tylko napięcie, strach, frustracja i bezradność.
Cztery słowa, które koją
To jedno zdanie, które powtarzam jak mantrę, brzmi: „Jestem tu z tobą”.
Cztery proste słowa. Bez wykładów. Bez pouczania. Bez oceniania. Tylko sygnał, że nie jest sam w tym chaosie, który właśnie przeżywa.
Mówię je spokojnie, nawet jeśli w środku aż się trzęsę. Czasem szeptem, czasem ledwo słyszalnie. Kiedy dziecko krzyczy, nie trzeba go przekrzykiwać – trzeba być obok. To zdanie działa jak kotwica, która powoli ściąga je z powrotem do bezpiecznego brzegu.
Nie zawsze uspokaja natychmiast. Czasem złość musi po prostu przejść. Ale widzę, że kiedy słyszy te słowa, jego ciało zaczyna mięknąć, oddech zwalnia, a łzy zmieniają się z wściekłości w zwykły płacz.
Mój spokój reguluje jego emocje
Największą zmianą było dla mnie zrozumienie, że to nie dziecko ma się „ogarnąć” – to ja mam mu pomóc się wyregulować. Mój głos, moja postawa, mój oddech stają się dla niego wzorem. Jeśli ja panikuję, jego układ nerwowy wariuje jeszcze bardziej. Jeśli ja jestem spokojna, on stopniowo się do mnie dostraja.
To nie znaczy, że zawsze jest łatwo. Są dni, kiedy mam dość, kiedy marzę o ciszy i spokoju. Ale wtedy właśnie wracam do tych czterech słów – „Jestem tu z tobą” – i przypominam sobie, że w tej chwili moje dziecko nie potrzebuje surowości. Potrzebuje obecności.
Zobacz także: Gdy syn się złości, jak mantrę powtarzam te 2 zdania. Nawet nie podnoszę głosu