Reklama

Pewność siebie często mylimy z przebojowością. Z dzieckiem, które głośno się zgłasza, nie boi się sceny i zawsze wie, czego chce. Tymczasem prawdziwa pewność siebie jest cicha. To przekonanie, że „poradzę sobie”, nawet jeśli się boję. Że „jestem okej”, nawet jeśli coś mi nie wyszło. I że nie muszę być najlepsza, żeby być wystarczająca.

Zamiast budować ego – buduj sprawczość

Przez długi czas myślałam, że pewność siebie wzmacnia się pochwałami. Że im częściej mówię „jesteś świetny”, tym lepiej. Dopiero rozmowa z psycholożką otworzyła mi oczy – dzieci nie potrzebują nieustannego potwierdzania, że są wyjątkowe. One potrzebują poczuć, że mają wpływ.

Dlatego zamiast „ale jesteś mądra” coraz częściej mówię „widzę, że długo nad tym pracowałaś”. Zamiast „brawo, wygrałeś” – „jak to zrobiłeś, że się nie poddałeś?”. To drobna zmiana, ale ogromna różnica. Dziecko nie buduje wtedy poczucia własnej wartości na opinii dorosłego, tylko na własnym doświadczeniu.

Jedna metoda, która działa codziennie

Najbardziej wzmacnia dziecięcą pewność siebie pozwalanie na samodzielność – nawet jeśli trwa dłużej, jest krzywo albo nieidealnie. Kiedy nie poprawiam, nie przyspieszam, nie mówię „daj, ja to zrobię szybciej”, dziecko dostaje jasny komunikat – „ufam ci”.

I to właśnie z tego zaufania rodzi się pewność siebie. Nie z idealnych wyników, tylko z poczucia, że ktoś wierzy w moje możliwości, nawet gdy mi nie wychodzi.

Pewność siebie to nie brak strachu

Najważniejsza rzecz, jaką zrozumiałam jako rodzic, jest prosta – pewne siebie dziecko to nie dziecko, które się nie boi. To dziecko, które nie wstydzi się strachu. Wie, że może spróbować mimo niego. I że jeśli upadnie, świat się nie zawali.

I tego właśnie staram się uczyć moje dzieci – nie tego, żeby zawsze wierzyły, że wygrają. Tylko żeby wierzyły, że poradzą sobie, niezależnie od wyniku.

Zobacz także: Po tych dwóch zdaniach poznasz, że twoje dziecko jest wysoko wrażliwe. Łatwo je zignorować

Reklama
Reklama
Reklama