Reklama

Coraz starsze dzieci, coraz mniej samodzielności

Mam wrażenie, że z roku na rok trafiają do nas dzieci, które coraz mniej potrafią same. Nie mówię o trzylatkach na pierwszym wyjeździe, tylko o nastolatkach. Dwunasto-, trzynastolatkach, które powinny już ogarniać podstawy codziennego funkcjonowania. I coraz częściej widzę, że to nie jest ich wina. To efekt wychowania, w którym rodzice robią za nich absolutnie wszystko.

W zeszłym roku szczególnie zapadła mi w pamięć jedna grupka dziewczynek – 12–13 lat. Od początku odstawały. Długie, sztuczne paznokcie, pełny makijaż na śniadanie, zero entuzjazmu wobec jakiejkolwiek aktywności. Jakby były na tym wyjeździe za karę, a nie na zimowisku w górach, które trwało osiem dni.

Mokra bluza i wzruszenie ramion

Czwartego dnia jedna z nich zeszła na kolację cała przemoczona. Tego dnia były zajęcia sportowe w lesie – zima, śnieg po kolana, mróz. Miała mokre spodnie, mokrą bluzę, trzęsła się z zimna. Zapytałam, czemu się nie przebrała. Wzruszyła tylko ramionami.

Nie chciałam tego zostawiać. Poszłam z nią do pokoju i zapytałam, gdzie ma ubrania na zmianę. Wskazała plecak. Duży, porządny, typowo górski – widać było, że rodzice się postarali. Zajrzałam do środka i wtedy naprawdę się załamałam.

W plecaku była idealnie spakowana wyprawka: bielizna termiczna, wełniane skarpety, polary, zapasowe spodnie, nieprzemakalna kurtka. Wszystko w torbach kompresyjnych, nienaruszone. Dziewczynka nie wyjęła z tego plecaka NIC. Przez kilka dni chodziła w tych samych ubraniach. Wyjęła tylko kosmetyczkę i piżamę.

„Cały plecak pakowałam ja”

Porozmawiałam z nią i zadzwoniłam do mamy. Usłyszałam, że „cały plecak pakowałam ja, żeby córka miała wszystko”. I miała. Tylko nie potrafiła z tego skorzystać. Codziennie wymalowana, a brudna bielizna i mokre ubrania nawet nie przyszły jej do głowy jako problem.

Miałam ją na oku do końca turnusu, pomogłam jej się ogarnąć, pilnowałam przebierania, suszenia rzeczy. Ale w głowie wciąż miałam jedno pytanie: jak takie dziecko ma sobie poradzić dalej? Na studiach, w pracy, w życiu?

Za kilka dni znów jadę na zimowisko. I naprawdę się boję, że takich historii będzie więcej. Bo coraz częściej mam wrażenie, że uczymy dzieci wszystkiego – poza samodzielnością.

Zobacz także: „Nie jedziemy na narty ani zimowiska”. Tak wyglądają ferie większości rodzin

Reklama
Reklama
Reklama