Każą 3-latkom samodzielnie zakładać spodnie i buty. Matka: „Panie w przedszkolu są leniwe”
Kiedy usłyszałam, czego oczekuje się od mojego dziecka w przedszkolu, nie mogłam uwierzyć. Zamiast wsparcia zobaczyłam wymagania, które – moim zdaniem – są po prostu nie na miarę trzylatków.

Szanowna Redakcjo. Kiedy zapisałam syna do przedszkola, byłam przekonana, że oddaję go pod opiekę osób, które rozumieją rozwój maluchów. Że ktoś pomoże mu stawiać pierwsze kroki w samodzielności, ale z empatią i spokojem. Tymczasem od kilku tygodni słyszę: „Proszę ćwiczyć w domu, bo dzieci muszą same zakładać spodnie i buty”.
Trzylatek to nie jest „mały dorosły”
Mój syn ma trzy lata. Trzy. To dziecko, które wciąż uczy się panować nad emocjami, które czasem zapomina, gdzie zostawiło zabawkę sprzed pięciu minut. A w przedszkolu oczekuje się od niego, że sprawnie założy spodnie, poradzi sobie z gumką, poprawi nogawkę i jeszcze włoży buty.
Kiedy zapytałam, co się dzieje, jeśli nie zdąży, usłyszałam: „No to idzie ostatni” albo „Musi się nauczyć”. Tylko że on nie robi tego, bo mu się „nie chce”. On po prostu jeszcze nie potrafi. Wraca do domu z płaczem i mówi, że „panie się denerwują”, że „wszyscy już byli gotowi, tylko on nie”.
Czy naprawdę o to chodzi w nauce samodzielności?
Nauka czy wygoda dorosłych?
Coraz częściej mam wrażenie, że nie chodzi o rozwój dzieci, ale o wygodę dorosłych. Łatwiej kazać trzylatkowi radzić sobie samemu niż uklęknąć, pomóc, poczekać. Łatwiej nazwać to „wspieraniem samodzielności” niż przyznać, że brakuje czasu, cierpliwości albo chęci.
Nie zgadzam się na to. Trzyletnie dziecko ma prawo być wolniejsze, niezdarne, potrzebujące pomocy. To nie jest lenistwo z mojej strony ani „rozpieszczanie”. To świadomość etapu rozwoju.
Kiedy słyszę, że „inne dzieci dają radę”, mam ochotę zapytać: a co z tymi, które jeszcze nie dają? Mają czuć się gorsze? Zostawać same w szatni, bo reszta już gotowa?

Samodzielność rodzi się z pomocy, nie z presji
Nie jestem przeciwna nauce samodzielności. Uczę mojego dziecka wielu rzeczy. Ale wiem też, że dziecko uczy się najlepiej wtedy, gdy czuje się bezpieczne, a nie oceniane. Gdy ktoś mu pomaga, a nie wzdycha z irytacją. Gdy ma czas.
Piszę ten list, bo coraz więcej rodziców mówi mi to samo: ich trzylatki są „za wolne”, „nieogarnięte”, „nie nadążają”. A ja się pytam – za kim? Za dorosłymi?
Przedszkole nie powinno być miejscem pierwszych porażek i wstydu. Powinno być przestrzenią, w której dziecko może próbować, a jeśli nie wyjdzie – ktoś mu pomoże. Bez etykietek, bez presji, bez porównań.
Nie wiem, kiedy samodzielność zaczęła oznaczać „Radź sobie sam, bo my nie mamy czasu”. Wiem jedno: jeśli tak ma wyglądać codzienność trzylatków, to coś poszło bardzo nie tak.
Agnieszka
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Nauczycielka: „Rodzice zapominają o najważniejszym. Niektórzy czekają przed przedszkolem o 6:45”