„Każą siedzieć w kółku i być cicho”. Czy tak powinien wyglądać dzień w świetlicy?
To miała być dla niego najprzyjemniejsza część dnia. Bez ocen, bez ławek, bez stresu. A jednak coś sprawiło, że mój syn nagle przestał lubić świetlicę – i trudno mi to zignorować.

Mój syn jest w pierwszej klasie i – jak wiele dzieci w tym wieku – szybko kończy lekcje, więc zostaje w świetlicy. Na początku był zachwycony. Opowiadał o zabawach, kolegach, o tym, że może tam spędzać czas trochę „po swojemu”. To było dla mnie ważne, bo wiedziałam, że po kilku godzinach w ławce potrzebuje luzu i swobody.
Ostatnio jednak coś się zmieniło. Coraz częściej słyszę: „Mamo, nie chcę iść na świetlicę”. Dopytałam, o co chodzi – i to, co usłyszałam, dało mi do myślenia.
„Musisz siedzieć i słuchać”
Syn opowiedział mi, że ostatnio było jakieś przetasowanie i teraz panie w świetlicy każą dzieciom siadać w kółku i słuchać czytanek. Albo same czytają, albo włączają audiobooki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to była jedna z opcji. Problem w tym, że – jak mówi syn – nie ma wyboru.
„Każą siedzieć. Nawet jak ktoś chce się pobawić” – usłyszałam.
Z jednej strony rozumiem potrzebę organizacji, bo to naprawdę duża świetlica, szkoła jest ogromna, dzieci w świetlicy są podzielone na grupy i przypisanie do konkretnych nauczycielek. Z drugiej strony – czy świetlica to jeszcze czas „po szkole”, czy już przedłużenie lekcji?
Świetlica to nie kolejna lekcja
Dla dziecka w pierwszej klasie dzień w szkole jest ogromnym wysiłkiem. Skupienie, siedzenie w ławce, słuchanie poleceń – to wszystko kosztuje je bardzo dużo energii. Świetlica w założeniu ma być miejscem, gdzie można trochę odetchnąć. Tak przynajmniej myślałam.
Moim zdaniem zmuszanie dzieci do siedzenia i uczestniczenia w jednej aktywności, niezależnie od ich potrzeb, może przynieść odwrotny efekt. Zamiast odpoczynku pojawia się frustracja. Zamiast swobody – kolejne „musisz”.
Mój syn naprawdę to przeżywa. Zaczął już mi płakać, że on nie chce tam chodzić. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest granica między organizacją a przymusem. Oczywiście – dzieci nie mogą robić wszystkiego, co chcą, w dowolnym momencie. Ale czy naprawdę każde musi siedzieć w kółku, nawet jeśli tego nie potrzebuje?
Sama nie wiem, czy to normalne
To mój pierwszy rok w szkolnej rzeczywistości i uczę się jej razem z synem. Nie wiem, czy takie zasady w świetlicach to standard, czy raczej kwestia konkretnej placówki. Rozumiem potrzebę porządku i bezpieczeństwa, ale coraz częściej mam wrażenie, że gdzieś po drodze gubi się potrzeba dziecka.
Bo jeśli 7-latek mówi, że nie chce chodzić do miejsca, które wcześniej lubił, to chyba warto się zatrzymać i posłuchać, co za tym stoi.
I właśnie to pytanie nie daje mi spokoju: czy świetlica to przestrzeń dla dzieci – czy raczej dla wygody dorosłych?
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Świetlice czynne do 20:00? Nauczyciele załamują ręce, rodzice proszą: „Nie mamy wyjścia”