„Koledzy ze szkoły gnębią mojego syna. Dostałam SMS-a od jednej z matek i zdębiałam”
Na redakcyjną skrzynkę trafił poruszający mail od mamy pierwszoklasisty. Jej siedmioletni syn od kilku tygodni wraca ze szkoły przygnębiony, a powodem są docinki ze strony kolegów. Gdy postanowiła zareagować i napisała do jednej z matek, odpowiedź dosłownie ją zmroziła.

„Mój syn ma siedem lat i jest w pierwszej klasie. To wrażliwy, nieśmiały chłopiec, który potrzebuje czasu, żeby się do kogoś przekonać. Wrzesień był dla niego ogromnym wstrząsem – nowa szkoła, inna pani, hałas, tłum dzieci, zupełnie inny rytm dnia. Widzę, jak bardzo się stara, ale nie wszystko przychodzi mu łatwo”.
Mama pisze, że w domu syn jest pogodny i rozmowny, ale w szkole często się wycofuje. „Nie jest typem dziecka, które od razu wskakuje w środek grupy i zagaduje wszystkich. I to już wystarczyło, żeby niektórzy koledzy uznali go za ‘dziwaka’”.
Śmieją się, że jest dziwakiem
Kilka dni temu chłopiec w końcu się otworzył. „Powiedział mi, że kilku chłopców z klasy śmieje się z niego, że jest niemową i że zachowuje się jak dziwak. Że nie chce z nimi biegać, krzyczeć, przepychać się. Do tego wypomnieli mu, że jako jedyny nie ma telefonu”.
Mama podkreśla, że brak telefonu to jej świadoma decyzja. „Nie uważam, żeby siedmiolatek potrzebował smartfona. Ma zegarek, może zadzwonić w razie potrzeby, a po szkole jest ze mną albo z tatą. To nie jest powód, żeby go poniżać”.
Najbardziej przykro było jej z powodu jednego chłopca, który przewodził tym docinkom. „Mój syn znał go wcześniej, bawili się razem na placu zabaw. Tym bardziej bolało, że to właśnie on stał się ‘liderem’ w wyśmiewaniu”.
SMS, który mnie zdruzgotał
Mama postanowiła działać. „Nie chciałam robić afery w szkole. Najpierw napisałam do mamy tego chłopca. Grzecznie, spokojnie, bez oskarżeń. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że mój syn jest raniony i że warto z tym coś zrobić”.
Odpowiedź przyszła szybko – i była jak policzek. „Napisała mi: ‘Może pozwolimy dzieciom być dziećmi, zamiast się wtrącać w niewinne żarty. A może gdybyś kupiła synowi telefon, łatwiej by się zintegrował z grupą’”.
„Czytałam tego SMS-a kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć. W jej oczach wyśmiewanie, nazywanie mojego dziecka niemową i dziwakiem to były ‘niewinne żarty’. A winny całej sytuacji jest… brak telefonu”.
Kiedy świat dorosłych zawodzi
„Zrozumiałam wtedy coś bardzo bolesnego – że problemem nie są tylko dzieci, ale też dorośli, którzy usprawiedliwiają takie zachowania. Jeśli rodzic mówi, że to tylko żarty, to dziecko dostaje sygnał, że może ranić innych bez konsekwencji”.
Mama zapowiada, że nie odpuści. „Nie kupię synowi telefonu tylko po to, żeby ktoś przestał go gnębić. I na pewno nie będę udawać, że to nic takiego. Każde dziecko ma prawo czuć się w szkole bezpiecznie, nawet jeśli jest ciche, wrażliwe i nie pasuje do reszty”.
Na koniec dodaje: „Najbardziej boli mnie to, że mój syn już w wieku siedmiu lat uczy się, że bycie sobą może być powodem do drwin. A ja zrobię wszystko, żeby wiedział, że to nie z nim jest coś nie tak”.
Zobacz także: By wychować szczere dziecko, używaj tych 4 zdań. Ekspertka: „Budują poczucie bezpieczeństwa”