Reklama

Nasza sytuacja finansowa pozwala mi nie pracować. Mogę zostać w domu i poświęcić synkowi cały swój czas – bez nerwowego sprawdzania zegarka, bez oddawania go komuś pod opiekę tylko dlatego, że „tak trzeba”. Każdy dzień wygląda u nas inaczej.

Raz gotujemy razem obiad, innym razem robimy eksperymenty z wodą w łazience, czytamy książki, budujemy miasta z klocków albo uczymy się liter przez zabawę. Widzę, jak się rozwija – jak dopytuje, analizuje, potrafi godzinę składać puzzle i nie nudzi się własnym towarzystwem.

Dom rozwija lepiej niż przedszkole?

Z przedszkolami mam jednak coraz więcej wątpliwości. Słyszę od znajomych historie, które mnie niepokoją – dzieci sadzane przed bajkami „żeby było spokojnie”, gotowe posiłki, które mój syn by nawet nie tknął, bo w domu jemy świeżo i normalnie. Nie chcę, żeby przez kilka godzin dziennie ktoś go uspokajał ekranem. Nie chcę, żeby jadł byle co tylko dlatego, że taka jest zbiorowa kuchnia. Wiem, że nie wszędzie tak jest, ale skąd mam mieć pewność, że trafimy na dobre miejsce?

Poza tym on naprawdę nie jest typem dziecka, które od razu rzuca się w tłum. Jest wrażliwy, obserwujący, potrzebuje czasu. Boję się, że w dużej grupie zostałby zepchnięty na bok – że ktoś krzyknie, ktoś popchnie, a on wróci do domu wycofany i smutny. Teraz czuję, że jest bezpieczny. Że mogę reagować na wszystko od razu – na frustrację, na złość, na ciekawość świata.

Trzymanie pod kloszem i nauka (nie)samodzielności

Czasem słyszę, że go „rozpieszczam”. Że robię z niego dziecko niesamodzielne. A ja widzę coś zupełnie innego – potrafi się ubrać, pomaga przy sprzątaniu, zadaje pytania, których nie spodziewałabym się po czterolatku. Może to moja subiektywna ocena, ale znam go najlepiej. Wiem, kiedy jest gotowy na kolejny krok. I czuję, że ten moment jeszcze nie nadszedł.

Nie zamykam się na przedszkole na zawsze. Wiem, że do zerówki będzie musiał iść, kiedy będzie już starszy, pewniejszy siebie, bardziej ciekawy innych dzieci. Na razie jednak wybieram to, co podpowiada mi intuicja matki. Skoro mogę być z nim w domu, skoro mamy na to warunki – dlaczego mam z tego rezygnować tylko dlatego, że większość robi inaczej?

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji:

Decyzja o nieposyłaniu czterolatka do przedszkola należy do rodziców i mają do niej pełne prawo (zgodnie z polskim prawem dopiero dziecko, które kończy 6 lat w danym roku kalendarzowym, musi odbyć tzw. roczne przygotowanie przedszkolne, czyli iść do zerówki).

Jednakże specjaliści podkreślają, że regularny kontakt z rówieśnikami sprzyja rozwojowi społecznemu, uczy rozwiązywania konfliktów, współpracy i radzenia sobie w grupie. Nawet jeśli dziecko pozostaje w domu, warto zapewniać mu okazje do zabawy z innymi dziećmi – na placu zabaw, w klubach malucha czy na zajęciach dodatkowych.

Zobacz także: Nauczycielka w przedszkolu: „U dzieci pojawia się wdowi garb”. Powód poraża

Reklama
Reklama
Reklama