Reklama

Ja naprawdę wierzę, że nie trzeba być prymusem, żeby mieć dobre życie. Widziałam zbyt wielu ludzi, żeby myśleć, że czerwony pasek daje szczęście. Dla jednego sukcesem są pieniądze i kariera, dla innego spokojna praca, podróże, bliskość z rodziną czy robienie tego, co się kocha. Każdy ma do tego prawo.

Tyle że kiedy zamykam drzwi klasy i patrzę na uczniów, ta cała filozofia przestaje działać.

Dzieci uczą się dla ocen. I dla rodziców

Moi uczniowie nie uczą się „dla siebie”. Oni uczą się dla ocen. Dla cyferek w dzienniku. Dla reakcji rodziców. Dla pochwały albo żeby uniknąć awantury w domu. Mogę mówić, że ważne jest to, co zostanie w głowie, że wiedza jest na całe życie – a pierwsze pytanie po oddaniu sprawdzianu i tak brzmi: „Proszę pani, a jaka ocena?”.

Rodzice robią dokładnie to samo. Na zebraniach słyszę, że nie cisną na wyniki, że chcą, żeby dzieci były szczęśliwe. A potem dostaję maile z pytaniem, czy da się poprawić 4+, bo do czerwonego paska brakuje kilku setnych. Albo czy można coś jeszcze zrobić, bo rekrutacja do liceum i ta jedna piątka zrobi różnicę.

I zrobi. Bo system jest zbudowany na ocenach. Możemy udawać, że jest inaczej, ale to zwykła hipokryzja.

Nie pracujemy dla idei, tylko za coś

To trochę tak, jakby ktoś powiedział mi, że mam przychodzić do pracy nie dla pieniędzy, tylko z miłości do nauczania czy do literatury. Oczywiście, kocham język polski, czytanie, rozmowy o książkach. Ale jeśli ktoś jutro zaproponuje mi pracę bez wynagrodzenia, to po prostu nie przyjdę. Nie dlatego, że jestem materialistką, tylko dlatego, że tak działa świat.

Moi uczniowie funkcjonują tak samo. Potrzebują „zapłaty” za swój wysiłek. Dla nich tą zapłatą jest ocena. To ona daje im poczucie sensu pracy, to ona decyduje o kolejnych etapach edukacji, to na nią patrzą dorośli.

Możemy marzyć o szkole bez cyferek, bez rankingów i bez porównań. Ale dopóki licea, technika i uczelnie patrzą na świadectwa, dopóki rodzice patrzą na paski, a dzieci są z nich rozliczane w domu, udawanie, że oceny nie motywują, jest zwyczajnie nieuczciwe.

Ja już mam dość tej gry pozorów. Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że nie pracuje się dla pieniędzy, tylko dla idei – niech spróbuje pójść do pracy za darmo. Moi uczniowie doskonale wiedzą, że tak to nie działa. I wcale nie są naiwni.

Zobacz także: „Wychowujemy pokolenie analfabetów”. Wystarczy spojrzeć, co wydrukowali w książce do nauki literek

Reklama
Reklama
Reklama