Nauczycielka: „Rodzice są leniwi. Biorą wolne, a dzieci i tak prowadzą do przedszkola”
Pracuję w przedszkolu od lat i coraz częściej łapię się na myśli, że dorośli mają dziś mniej siły na bycie dorosłymi. Najłatwiej jest „oddać” dziecko na kilka godzin i udawać, że to normalny plan dnia.

Widzę to z bliska, codziennie, od rana. Mama w dresie, kawa w ręce, telefon przy uchu, a obok dziecko w kapciach na rzepy, półprzytomne, bo wczoraj zasnęło późno. „Proszę pani, ja mam dziś wolne, muszę odpocząć” – słyszę. I dziecko zostaje.
Rodzice biorą wolne, a dzieci i tak przychodzą do przedszkola
Potem patrzę, jak maluch rozgląda się po sali i pytam cicho: „A mama jest w domu?”. Jest. Tylko że nie ma czasu. Albo chęci. I to boli najbardziej, bo dzieci wszystko czują, nawet jeśli nie umieją tego nazwać.
Była też taka sytuacja, która wraca do mnie jak wyrzut sumienia. Tata przyprowadził chłopca w piżamie pod kurtką. Bez śniadania, bez zmiany ubrań. Z uśmiechem rzucił: „Dziś mam wolne, więc ogarnę mieszkanie”. Chłopiec trzymał mnie za rękaw i spytał, czy w przedszkolu dostanie herbatę, bo w domu nie było czasu. Wtedy człowiekowi pęka coś w środku.
Dziecko w przedszkolu, a rodzic „ma spokój”
Nie chodzi o to, że rodzic nie może być zmęczony. Może. Każdy może. Tylko że dziecko nie jest przeszkodą do odpoczynku. Dziecko jest człowiekiem, który chce być z mamą i tatą, nawet jak się nudzi, nawet jak przeszkadza, nawet jak marudzi.
Czasem widzę, jak rodzice dosłownie uciekają. W drzwiach szybkie „pa”, bez przytulenia, bez spojrzenia w oczy. A potem maluch stoi jeszcze chwilę, jakby czekał, że ktoś wróci po zapomniane „kocham cię”. Jedna dziewczynka długo płakała po takich porankach. Kiedy w końcu się uspokoiła, powiedziała mi: „Jak jestem tu, to mama może ode mnie odpocząć”. Proszę sobie wyobrazić, co ma w głowie czterolatka, który tak myśli.
Zdarza się też inaczej. Rodzic bierze wolne i mówi wprost: „Wie pani, ja muszę iść do fryzjera, a potem poleżę”. I ja rozumiem fryzjera. Tylko czemu dziecko nie może poleżeć obok? Czemu ta zwykła wspólna codzienność jest dziś dla wielu taka trudna?

Co może zrobić nauczycielka, gdy rodzice są leniwi?
Tak, używam mocnego słowa: leniwi. Bo lenistwo to nie zawsze leżenie na kanapie. To też unikanie bliskości, odkładanie rozmów, oddawanie dziecka „w opiekę” za każdym razem, kiedy robi się niewygodnie.
W przedszkolu uczymy dzieci samodzielności, cierpliwości, dzielenia się. Ale nie da się nauczyć jednego: poczucia, że jest się ważnym dla własnych rodziców. To się dzieje w domu. W drodze do sklepu. Przy zupie. W czasie „nicnierobienia”.
Marzy mi się, żeby ktoś dorosły przeczytał ten list i pomyślał: „Dobra, jutro nie przyprowadzę córki czy syna. Zrobimy naleśniki. Pójdziemy na spacer. Posłucham, co moje dziecko ma do powiedzenia”. Nie trzeba wielkich atrakcji. Trzeba obecności.
A jeśli bierzecie wolne, to nie po to, żeby odpocząć od dzieci. Tylko żeby odpocząć z nimi. Choćby przez godzinę. Naprawdę, po ludzku i razem.
Dorota
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 10 bajek, które powinny być zakazane. „Jeśli dziecko je ogląda, szkodzisz jego rozwojowi”