Nauczycielka: „Spytałam ucznia 4 klasy, jak spędza czas wolny. Odpowiedź mnie osłabiła”
Uczę języka polskiego od wielu lat i wydawało mi się, że w szkole widziałam już wszystko. A jednak jedno krótkie zdanie mojego ucznia sprawiło, że długo nie mogłam zebrać myśli.

Droga Redakcjo, jestem nauczycielką języka polskiego, ale przede wszystkim pedagogiem, który codziennie patrzy na dzieci i widzi, jak bardzo są zmęczone, rozproszone i zagubione. W czwartej klasie uczę czytania ze zrozumieniem, opowiadania, pisania kilku zdań na temat. Dla wielu moich uczniów to dziś bariera nie do przejścia. Czytają tekst, ale nie potrafią powiedzieć, o czym on był. Gubią sens po trzech zdaniach. Nie pamiętają tego, co robiliśmy dzień wcześniej.
Najbardziej martwi mnie to, że coraz częściej widzę pustkę w ich oczach. Brak ciekawości. Brak pytań. Jakby te dzieci były już bardzo zmęczone światem, chociaż mają dopiero dziesięć lat.
Odpowiedź ucznia, która nie daje mi spokoju
Jeden z moich uczniów szczególnie sobie nie radzi. Nie jest agresywny, nie przeszkadza. Po prostu siedzi. Patrzy w zeszyt, ale jakby go tam nie było. Po kolejnej słabej pracy zapytałam go spokojnie, czym lubi się bawić po szkole. Wzruszył ramionami i powiedział: „Niczym”.
Zapytałam więc, jak spędza czas wolny. Odpowiedział bez wahania: „Gram na komputerze”. Tylko tyle. Bez emocji. Bez uśmiechu. Bez historii o kolegach, klockach, piłce, rysowaniu. To mnie naprawdę osłabiło. Dziesięcioletnie dziecko, które nie potrafi wskazać żadnej zabawy poza ekranem.

Rodzice krzywdzą dzieci, a potem płacą za korepetycje
Wiem, że to trudne słowa, ale uważam, że to wina dorosłych. To my dajemy dzieciom telefony i komputery, zamiast czasu, rozmowy, wspólnego czytania czy zwykłego zainteresowania. To my mówimy, że „nie mamy siły”, „nie mamy czasu”, a potem dziwimy się, że dziecko nie potrafi się skupić, zapamiętać, myśleć.
A później przychodzi moment zdziwienia. Dlaczego nie czyta? Dlaczego nie rozumie poleceń? Dlaczego trzeba płacić za korepetycje? Tylko że żadna liczba dodatkowych lekcji nie zastąpi codziennej obecności rodzica, rozmowy przy stole, książki czy wspólnej zabawy. Telefon w dłoni nie rozwinie wyobraźni ani nie rozbudzi ciekawości świata.
Piszę to wszystko z bezsilności. W szkole możemy robić wiele, ale nie naprawimy wszystkiego. A najbardziej boli mnie to, że dzieci ponoszą konsekwencje wyborów dorosłych. A ich przecież nikt o zdanie nie zapytał.
Anna W.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Te dzieci są najbystrzejsze. Ich rodzice przestrzegają 3 domowych zasad