Reklama

Pracuję w szkole od kilkunastu lat. Uczę języka polskiego. Co roku trafiają do mnie dzieci wyjątkowo uzdolnione – takie, które czytają szybciej niż inni, zadają trudne pytania, piszą niesamowite opowiadania albo interesują się rzeczami, o których większość ich rówieśników jeszcze nie słyszała.

Mam wrażenie, że dziś takim dzieciom jest trudniej niż kiedyś. Nie, nie pomyliłam się. Nie jest im łatwiej. Jest trudniej.

„Nie wymądrzaj się”

Weźmy tylko przykład mojej klasy, w której mam wychowawstwo. To teraz klasa szósta. Jest tu dziewczynka, która czyta książki przeznaczone dla studentów. Chłopca, który może nie jest orłem z polskiego, ale jest niezwykle uzdolniony matematycznie, to typowy umysł ścisły. Ostatnio matematyczka mi powiedziała, że on coraz częściej specjalnie robi błędy, żeby nie wyróżniać się na tle klasy.

Bo co takie dzieci słyszą dziś najczęściej?

„Nie wymądrzaj się”.

„Ty zawsze musisz wszystko wiedzieć”.

„Daj innym dojść do słowa”.

Mówią to czasem nauczyciele. Mówią to dzieci. A dzieci bardzo szybko wyczuwają, kto odstaje od grupy. Mówią to też rodzice, niestety,

Kiedyś bycie najlepszym uczniem było powodem do dumy. Dziś coraz częściej jest powodem do wstydu. Szczególnie w starszych klasach.

Widzę uczniów, którzy przestają zgłaszać się na lekcji. Chowają swoje zainteresowania. Udają, że czegoś nie wiedzą. Specjalnie dostają czwórki zamiast piątek, bo boją się, że znów usłyszą, iż są kujonami.

Szkoła nie nadąża za zdolnymi dziećmi

Prawda jest też taka, że szkoła bardzo często nie ma im nic do zaoferowania.

Mówi się dużo o dzieciach, które mają trudności, i bardzo dobrze – one potrzebują wsparcia. Ale o dzieciach wyjątkowo uzdolnionych mówi się dużo rzadziej.

Jeśli uczeń świetnie sobie radzi, zwykle słyszy: „To zrób dodatkowe zadanie”. Albo: „Pomóż kolegom”. Tylko że zdolne dziecko też potrzebuje uwagi.

Potrzebuje nauczyciela, który pokaże mu coś więcej. Potrzebuje wyzwań, rozmowy, przestrzeni do rozwijania zainteresowań. Tymczasem w klasie liczącej 28 osób najłatwiej powiedzieć: „Ty sobie poradzisz”.

A ono często właśnie sobie nie radzi. Bo nudzi się. Czuje się samotne. Ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje.

Coraz częściej widzę też rodziców, którzy boją się mówić, że ich dziecko jest zdolne. Bo zaraz ktoś przewróci oczami i powie, że przesadzają albo się chwalą.

A przecież mówienie, że dziecko ma talent, nie jest pychą. Tak samo jak nie jest wstydem powiedzieć, że potrzebuje wsparcia.

Dzieci uczą się być „mniejsze”

Najbardziej boli mnie coś jeszcze. Te dzieci bardzo szybko uczą się, że lepiej się nie wychylać.

Dziewczynka, która w czwartej klasie pisała własne wiersze, w szóstej już nikomu ich nie pokazuje. Chłopiec, który uwielbiał odpowiadać, teraz siedzi cicho. Potem mówi mi po lekcji: „Proszę pani, ja wiedziałem, ale nie chciałem się zgłaszać, bo znowu by się śmiali”.

I naprawdę mam poczucie, że dziś wyjątkowo uzdolnione dzieci mają trudniej niż kiedyś. Bo żyją w świecie, w którym wszyscy mówią o indywidualności, ale bardzo źle znoszą tych, którzy naprawdę się wyróżniają.

Chciałabym, żebyśmy jako dorośli zaczęli to wreszcie widzieć. Żebyśmy przestali mówić dzieciom: „Nie przesadzaj”, „Nie popisuj się”, „Daj spokój”. Żebyśmy zamiast tego powiedzieli: „To wspaniałe, że tyle potrafisz”.

Bo jeśli tego nie zrobimy, wychowamy kolejne pokolenie dzieci, które przez lata będą udawały, że są mniej zdolne, niż naprawdę są.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Rodzice są oburzeni tym, co dzieje się w przedszkolach. „Syn wrócił po obiedzie z płaczem”

Reklama
Reklama
Reklama