Reklama

Nie mogę przestać o tym myśleć. W pierwszy dzień wiosny moje dziecko wróciło ze szkoły przestraszone, a ja – jako matka –jestem wściekła i bezsilna. Spacer, który miał być radosnym powitaniem wiosny, zmienił się w coś, czego naprawdę nikt nie powinien był doświadczać.

Spacer, który przerodził się w koszmar

Wszystko zaczęło się zwyczajnie – nauczycielka postanowiła zorganizować dzieciom spacer po okolicy. Pomysł niby niewinny, w końcu wiosna w pełni, a dzieci uwielbiają ruch na świeżym powietrzu. Jednak nikt nie spodziewał się tego, co znajdą przy ulicy − w krzakach było prawdziwe wysypisko śmieci, jakieś butelki, puszki, torby i Bóg jeden wie, co jeszcze. Wyglądało to trochę tak, jakby ktoś tam wcześniej koczował.

Moje dziecko się przestraszyło. Opowiadało mi potem, jak inni zaczęli mówić, że zaraz ktoś ich napadnie. Wiem, że niektóre dzieci jeszcze długo po powrocie nie mogły zasnąć, a ja czułam, że wszystko mogło skończyć się jeszcze gorzej, gdyby np. ktoś nieopatrznie dotknął jakiejś rozbitej butelki.

Brak wyobraźni i odpowiedzialności

Nie rozumiem, jak nauczycielka mogła wpaść na pomysł, żeby puszczać grupę dzieci po okolicy bez wcześniejszego rozeznania, gdzie idą i co mogą tam napotkać. Krzaki przy ulicy nie są placem zabaw ani bezpiecznym terenem do zabawy. To miejsce, gdzie porozrzucane butelki to jedynie wierzchołek góry lodowej – łatwo o kontuzję, zadrapania, skaleczenie.

Jako matka nie mogę tego zaakceptować. Spacer miał być zabawą i integracją, a stał się źródłem stresu i bezradności. Dzieci wróciły zmęczone i przygnębione – i choć cieszy mnie, że próbowały nawet posprzątać (na co na szczęście nikt nie pozwolił!), to powinno być ich ostatnie zmartwienie w wieku ośmiu czy dziewięciu lat.

wycieczka
Mama apeluje o bezpieczeństwo dzieci podczas wycieczek, fot. AdobeStock/Halfpoint

Czy bezpieczeństwo dzieci w ogóle się liczy?

Nie mogę sobie darować, że ktoś dopuścił do sytuacji, w której bezpieczeństwo dzieci zostało zignorowane. Rozumiem, że nauczyciel chce urozmaicić lekcje i sprawić, by dzieci spędzały czas na świeżym powietrzu. Ale radość nie powinna polegać na wystawianiu dzieci na niebezpieczeństwo.

Nie mogę przestać myśleć o tym, że dzieci mogły zostać skaleczone, mogły przewrócić się, uderzyć o gałęzie, albo po prostu przestraszyć się na dobre. A nauczycielka? Zamiast przewidzieć zagrożenia, wysyła dzieci w teren, który był kompletnie nieprzygotowany. To jest dla mnie nie do przyjęcia i wymaga natychmiastowej refleksji w szkole i wśród rodziców.

Piszę ten list, bo chcę, żeby inni rodzice wiedzieli, że czasem „zabawa na świeżym powietrzu” może kryć poważne zagrożenia. Chcę, żeby szkoły i nauczyciele pamiętali, że bezpieczeństwo dzieci nie jest opcjonalne. Każdy taki spacer powinien być przemyślany, zabezpieczony i naprawdę bezpieczny.

Karina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: 4 fundamenty poczucia wartości u dziecka. Psycholog: „Gdy ich zabraknie, wychowamy narcyza”

Reklama
Reklama
Reklama