Reklama

„Nie zaczynam omawiania lektury od sprawdzianu. A od zaciekawienia i wspólnego odkrywania książki”. Tak zaczyna się wpis nauczycielki prowadzącej na Facebooku fanpage „Ola w krainie edukacji”. To właśnie ta nauczycielka zdecydowała się na przełomowe podejście do szkolnych lektur – nie robi sprawdzianów z książek i nie wymaga od swoich uczniów wykuwania szczegółów na pamięć. Stawia na emocje, ciekawość i przeżywanie przygód razem z dziećmi.

Nauczycielka, która nie robi sprawdzianów z lektur – rewolucja w szkole podstawowej

Pierwsze spotkanie dziecka z literaturą w szkole może zdecydować, czy czytanie stanie się dla niego przyjemnością, czy nudnym obowiązkiem. Jak podkreśla nauczycielka, „czyta się po to, by zaciekawić i przeżyć przygodę, a nie aby nie dostać złej oceny...”. To jest naturalne – tak właśnie wspiera się rozwój dzieci i buduje w nich miłość do książek. W jej klasie nie istnieje presja sprawdzianów z lektur. Zamiast tego dzieci uczą się poprzez zabawę i kreatywne aktywności, które pozwalają im naprawdę zanurzyć się w świecie książki.

Jak wyglądają zajęcia bez sprawdzianów z lektur – innowacyjne metody pracy z dziećmi

Jak opisuje autorka posta − w tym roku uczniowie klasy 2 mogli sami wybrać swoją lekturę. Postawili na komiks „Kalinka i Dżin Parszywiec”. Zamiast testu na początek, nauczycielka zaprosiła dzieci do niezwykłych aktywności. „Omawianie zaczynam od zadania pełnego emocji: na podłodze w grupach powstały Kalinki z taśmy malarskiej i mazaków kredowych. Głowa: co myślała, serce: co czuła, nogi: co robiła. Zapisywanie odpowiedzi, układanie na kształcie Kalinki”.

To tylko początek. Dzieci tworzyły rzeźby uczuć – wcielały się w emocje głównej bohaterki, a pozostali odgadywali, co czuła Kalinka w danej sytuacji. Potem na podłodze powstała drabina wydarzeń, na której grupy układały najważniejsze momenty z książki. Były także scenki teatralne, kreatywne myślenie i filozoficzne pytania: „Czy zmiany są potrzebne?”, „Czy bez zmiany mieszkalibyśmy w jaskiniach?”. W końcu dzieci mogły stworzyć własne komiksy, inspirowane lekturą.

Nauczycielka podkreśla, że wszystkie zadania wymyśla sama i dostosowuje je do potrzeb swoich uczniów. „Zadania tworzę zawsze sama. Są aktywne, pełne kreatywności i rozwoju. Sprawdzianów z lektur nie robię, bo nie mam takiej potrzeby. W trakcie zajęć łatwo jest to sprawdzić. Poza tym dzieci wiedzą, dlaczego i po co czytają. Dla samych siebie”.

Rodzice i nauczyciele zachwyceni – czy takie podejście do lektur jest możliwe wszędzie?

Post nauczycielki szybko zyskał popularność w mediach społecznościowych. W komentarzach pod wpisem dominują słowa uznania i zachwytu. Wielu rodziców przyznaje, że takie podejście odmieniłoby całkowicie relację ich dzieci z książkami. Doceniają, że szkoła może być miejscem, gdzie czytanie to nie obowiązek, lecz prawdziwa przygoda.

Uczniowie z klasy 2 pokazali, że kiedy mają wpływ na wybór lektury i mogą przeżywać ją na własny sposób, zyskują nie tylko wiedzę, ale także radość z czytania. Nie ma tu stresu, nie ma obawy przed złą oceną. Jest natomiast współpraca, twórczość i wzajemne wsparcie. „Teksty powinny odpowiadać potrzebom dzieci. Ważny jest zrozumiały język, bliska im rzeczywistość, warstwa graficzna i przekaz” – czytamy we wpisie.

Czy takie rozwiązanie można wprowadzić wszędzie? Wczesnoszkolna edukacja daje nauczycielom wybór – nie ma sztywnych list lektur obowiązkowych w klasach 1–3. To szansa, by wsłuchać się w dzieci i podążać za ich potrzebami. Postawa nauczycielki pokazuje, że kreatywne podejście do lektur przekłada się na autentyczny kontakt dzieci z książką. Rodzice i nauczyciele coraz głośniej mówią, że właśnie tego oczekują od współczesnej szkoły.

Zobacz też: 5 rozwijających bajek dla dzieci. Logopedka mówi wprost: wspierają mowę i wyobraźnię

Reklama
Reklama
Reklama