„Nie udało mi się…”, czyli jak rozmawiać z dzieckiem o sukcesie i porażce?
Pierwszy przegrany mecz, gorsza ocena, nieudany występ. Praca plastyczna, której nikt nie wybrał na konkurs… To wszystko sprawia, że pewność dziecka chwieje się w posadach. Ale wcale nie musi tak być! Dorośli często chcą w takich momentach jak najszybciej naprawić sytuację. Pocieszyć, odwrócić uwagę, powiedzieć: „nic się nie stało”. Tymczasem dla dziecka właśnie stało się coś bardzo ważnego. Coś, co zostanie z nim dużo dłużej niż sama porażka. Bo w takich momentach dziecko wcale nie uczy się tylko tego, że czasem się przegrywa. Uczy się przede wszystkim tego, co porażka mówi o nim samym. Czy oznacza, że jest słabe? Że się nie nadaje? Że zawiodło?

Dzieci nie rodzą się z lękiem przed porażką
Małe dzieci przewracają się dziesiątki razy, zanim nauczą się chodzić. Budują wieże, które za chwilę się rozsypią. Rysują bez zastanawiania się, czy ktoś uzna ich pracę za wystarczająco dobrą. Mają w sobie naturalną zdolność do próbowania, testowania, popełniania błędów i zaczynania od nowa. Lęku przed porażką uczą się później. Czasem bardzo subtelnie. Kiedy na przykład słyszą, że trzeba być najlepszym. Kiedy sukces staje się główną walutą uwagi i uznania. Kiedy bardziej chwalimy wynik niż wysiłek. Kiedy porażkę traktuje się jak coś wstydliwego, co trzeba szybko przykryć albo wymazać.
A przecież nie ma rozwoju bez niepowodzeń! Nie można nauczyć się odwagi, kiedy nie ryzykujemy. Trudno oczekiwać od dziecka sprawczości, gdy nie pozwalamy mu na momenty, w których coś się rozsypuje. Dziecko, które nigdy nie doświadcza porażki albo nie ma prawa jej przeżyć, bardzo często wyrasta na dorosłego, który panicznie boi się próbować.

Na sukces składają się nie tylko wygrane
Problem polega też na tym, że dzieci bardzo szybko zawężają definicję sukcesu. Sukces zaczyna oznaczać ocenę, medal, miejsce na podium albo bycie „najlepszą”. Wszystko inne wydaje się niewystarczające. Tymczasem sukcesem bywa czasem samo podjęcie próby. Zadanie pytania mimo stresu. Wyjście na scenę z drżącymi nogami. Przyznanie się do błędu. Spróbowanie jeszcze raz i kolejny. Jeśli dzieci tego nie usłyszą od dorosłych, same raczej do tego nie dojdą. Zwłaszcza w świecie, który pokazuje głównie efekt końcowy: zwycięzców, rekordy, perfekcyjne historie i ludzi, którym „udało się od razu”. A prawda wygląda zupełnie inaczej. Większość rzeczy nie wychodzi za pierwszym razem. Czasem nie wychodzi przez lata.
Dzieci potrzebują prawdziwych historii, a nie perfekcyjnych bohaterów
Właśnie dlatego tak ważne są opowieści pokazujące nie tylko sukces, ale także drogę do niego: błędy, trudności, zwątpienie, kolejne próby. To jeden z powodów, dla których kampania „Zachwyć się sobą. Zachwyć się Polską” tak mocno skupia się na realnych historiach ludzi, którzy tworzyli, odkrywali i zmieniali świat właśnie tutaj, w Polsce. Nie po to, by budować dzieciom nierealistyczny obraz sukcesu, ale by pokazać, że za każdym osiągnięciem stoją odwaga, wytrwałość i gotowość do zaczynania od nowa. To szczególnie ważne dziś, kiedy dzieci i młodzież żyją pod ogromną presją osiągnięć, ocen i porównywania się z innymi. Wciąż zbyt rzadko pokazujemy im współczesne przykłady polskich osiągnięć w nauce, technologii czy biznesie, a jednocześnie zbyt często utrwalamy stereotypy mówiące, kto „powinien” odnosić sukcesy i w jakich dziedzinach.
Materiały przygotowane w ramach kampanii pomagają rozmawiać z dziećmi nie tylko o sukcesie, ale też o drodze, która do niego prowadzi. Pokazują, że talent nie ma płci, a rozwój bardzo rzadko jest prostą linią.
Bezpłatne materiały do kreatywnej i inspirującej zabawy można pobrać tutaj.
Najgorsze, co można powiedzieć? „Nic się nie stało”
Choć zwykle wynika to z troski, taki komunikat często unieważnia dziecięce emocje. Bo dla dziecka naprawdę coś się stało. Jest rozczarowane, zawstydzone, smutne albo złe na siebie. Znacznie bardziej pomaga proste: „Widzę, że jest ci trudno”. Bo dzieci nie zawsze potrzebują gotowych rozwiązań. Nierzadko znacznie bardziej potrzebują dorosłego, który wytrzyma ich emocje bez natychmiastowego naprawiania świata. To właśnie wtedy uczymy dzieci najważniejszej rzeczy – że porażka nie jest końcem relacji, miłości ani poczucia bezpieczeństwa.
Przykład idzie z góry - dzieci patrzą na dorosłych
Nie da się nauczyć dziecka zdrowego podejścia do porażki, jeśli sami traktujemy każdy błąd jak katastrofę. Dzieci bardzo uważnie obserwują dorosłych. Widzą, czy potrafimy śmiać się z własnych pomyłek, czy umiemy powiedzieć „nie wyszło mi”. Czy próbujemy jeszcze raz czy raczej rezygnujemy przy pierwszym niepowodzeniu. Jeśli rodzic żyje w ciągłym napięciu perfekcjonizmu, dziecko szybko przejmuje ten sam lęk. Jeśli natomiast widzi, że można popełnić błąd i nadal być wartościowym człowiekiem, dostaje coś znacznie ważniejszego niż motywacyjny wykład – dostaje wzór, który będzie dla niego drogowskazem.
Na koniec dnia wcale nie chodzi o sukces
To może być trudne do przełknięcia, ale dla rodziców celem nie powinno być wychowanie dziecka, które zawsze wygrywa. Celem jest wychowanie człowieka, który nie przestanie próbować. Takiego, który będzie umiał cieszyć się z sukcesów, a jednocześnie nie będzie budował całej swojej wartości wyłącznie na nich. Człowieka, który wie, że można upaść, pomylić się, zacząć jeszcze raz i nadal być kimś ważnym.
Bo dzieci nie potrzebują życia bez porażek. Potrzebują pewności, że porażka nie odbiera im prawa do marzeń.