Opisała, co robią dzieci w edukacji domowej. „Wychowujesz życiowe niedojdy”
Coraz więcej rodziców decyduje się na edukację domową, ale temat wciąż wywołuje emocje. Niektórzy twierdzą, że dzieci uczone w domu będą nieporadne w dorosłym życiu – czy rzeczywiście tak jest?

„Chłopcy mają 10 i 12 lat. Chodzą do 4 i 5 klasy. Od trzech lat nasza rodzina jest w ED. To wymagający stan i angażujący na wielu poziomach. Nie ma szans w gorsze dni przerzucić 'winy' na nauczyciela, wszak to my jesteśmy edukatorami naszych dzieci” – pisze w swoim poście na Facebooku nauczycielka i mama Ewa Wójcik.
Codzienność dzieci w edukacji domowej
Jej doświadczenia pokazują, że dzieci w edukacji domowej nie spędzają całego dnia bez nadzoru, ale mają możliwość samodzielnego planowania czasu. „Chłopcy spędzają razem mnóstwo czasu, razem się budzą, jedzą śniadanie, uczą się lub ściemniają, że się uczą i mają wspólną tajemnicę o sposobie spędzania czasu pod naszą nieobecność. Uważam, że ten wspólny czas, wzajemne wsparcie, krycie jeden drugiego, pomoc w zadaniach to jest coś bezcennego. Zazdroszczę im relacji braterskiej” – podkreśla mama.
Dzieci angażują się w różnorodne zajęcia: sport, gry komputerowe, robotykę, jujitsu. „Chłopcy od dawna samodzielnie poruszają się po mieście, mają znajomych na osiedlu i zajęciach popołudniowych. Potrafią zrobić zakupy, wstawić pranie, posprzątać klatkę schodową, zamówić taksówkę” – wymienia autorka postu.
Mit „nieporadności” dzieci w ED
Autorka posta wielokrotnie słyszała, że „robi dzieciom krzywdę i wychowuje życiowe niedojdy”. Sama stanowczo odpiera te zarzuty: „Nasze dzieci są samodzielne, muszą umieć planować od najmłodszych lat, muszą być odpowiedzialnymi strategami, muszą uczyć się mądrze. Jest za to przestrzeń na pasje, pracę w swoim tempie, skupienie na tym, co dziecko interesuje w momencie, w którym interesuje”.
Rodzice w edukacji domowej przejmują pełną odpowiedzialność za edukację dziecka, a niektórzy uczniowie tradycyjnych szkół spędzają długie godziny w klasie pod stałym nadzorem. „Kiedy patrzę na terminarz moich uczniów w dzienniku elektronicznym i widzę, jak kartkówka pogania sprawdzian poganiany pracą klasową, zazdroszczę moim dzieciom, że ich nikt codziennie nie kontroluje, nie testuje i nie sprawdza” – pisze nauczycielka.
Edukacja domowa a życie rodzinne
Codzienny rytm życia w ED wymaga od rodziców organizacji i zaangażowania. Wójcik pracuje zawodowo w szkole i prowadzi dodatkowe zajęcia, a mąż kończy pracę późnym popołudniem. „Dzieci wstają około 10:00, mówią, żeby nie dzwonić do nich po nic przed 9:00, bo nawet nie usłyszą. Realnie są więc sami około 4 godzin” – opisuje autorka postu.
Podkreśla przy tym, że jej synowie uczą się odpowiedzialności, zarządzania czasem i współpracy. „Chłopcy od najmłodszych lat brali udział w wyjazdach, półkoloniach, od pierwszej klasy wyjeżdżają na 7- lub 10-dniowe obozy sportowe. Lubimy wspólnie podróżować. Ostatnio podczas wieczornych pogadanek podzielili się z nami swoimi przemyśleniami. Gdzieś „na mieście” mówili o podróżach. Chłopcy byli zdziwieni, że niektórzy nigdy nie byli nad morzem, a nawet nad jeziorem (do najbliższego mamy 5 kilometrów), więc było im głupio wymieniać, jakie kraje do tej pory odwiedzili” – dodaje.
Wójcik podkreśla, że zarzuty wobec rodziców w ED wynikają często z nieznajomości realiów: „Nie rozumiem, dlaczego rodzicom w ED zarzuca się robienie krzywdy dzieciom tylko dlatego, że nie zgadzają się na wychowywanie dzieci 'tak, jak wszyscy'”.
Historia rodziny Wójcik pokazuje, że edukacja domowa wymaga dużo pracy i cierpliwości, ale może przynieść efekty. To też niekoniecznie „trzymanie dzieci pod kloszem”, lecz w wielu przypadkach − świadome wspieranie ich rozwoju w sposób dopasowany do potrzeb. Samodzielność, odpowiedzialność, czas na pasje i zdrowa relacja z rodzeństwem to elementy, które w tradycyjnej szkole często pozostają w tle. Wiele zależy jednak od zaangażowania i organizacji życia całej rodziny.
Zobacz też: „Mam troje dzieci i nie pracuję, teściowa nazwała mnie pasożytem. Odpowiedziałam jej tak, że usiadła”