Reklama

Temat tzw. karnego krzesełka jako formy karania dzieci wraca jak bumerang. Rodzice coraz częściej mówią wprost: to praktyka, która nie powinna mieć miejsca ani w nowoczesnym przedszkolu, ani nigdzie indziej. I mają rację!

– Mój czteroletni syn pokłócił się z kolegą o zabawkę. Pani kazała mu usiąść na krzesełku w kącie i tam zostać. Kiedy przyszłam, był przygaszony i powiedział tylko: ‘Nie wolno mi było się bawić’ – relacjonuje jedna z mam.

Takie sytuacje nie są odosobnione. W wielu placówkach „krzesełko do przemyśleń” wciąż funkcjonuje jako szybki sposób na zdyscyplinowanie grupy.

Problem w tym, że dla dziecka to nie jest „czas na refleksję”, tylko doświadczenie izolacji. Psychologowie podkreślają, że w takim momencie maluch nie analizuje swojego zachowania – skupia się na poczuciu krzywdy i odrzucenia.

Dziecko w emocjach nie „uczy się”, tylko się zamyka

Z perspektywy dorosłego wszystko wydaje się proste: zrobiłeś coś nie tak – siadasz w odosobnieniu i myślisz nad swoim zachowaniem, by następnym razem nie popełnić błędu. Problem w tym, że kilkuletnie dzieci nie działają w ten sposób.

Kiedy pojawia się złość, frustracja czy płacz, ich układ nerwowy jest przeciążony. W takiej chwili nie są w stanie analizować sytuacji ani wyciągać wniosków.

– Córka powiedziała mi, że jak siedzi na tym krzesełku, to jest jej smutno i chce płakać, ale musi siedzieć cicho. Dla mnie to było straszne – bo ona nie rozumiała, co zrobiła źle, tylko czuła się ukarana – mówi mama 5-latki.

Eksperci nie mają wątpliwości: izolowanie dziecka w trudnych emocjach nie uczy regulacji, tylko wzmacnia stres i poczucie odrzucenia. Kary, w takiej czy innej formie, nie uczą dzieci prawidłowych wzorców.

Nauczyciele bronią swoich metod

Nauczyciele stosujący takie metody często tłumaczą, że przy dużych grupach trudno reagować inaczej. Karne krzesełko jest szybkie, „działa” i pozwala utrzymać porządek.

Niektórzy wprost mówią, że dzieci „muszą nauczyć się zasad” i potrzebują jasnych konsekwencji. Rodzice patrzą na to inaczej.

– Rozumiem, że trudno ogarnąć grupę 25 dzieci. Ale to nie może się odbywać kosztem emocji mojego dziecka. Ono nie potrzebuje kary, tylko wsparcia – mówi jedna z matek.

Coraz częściej pojawia się też pytanie: czego właściwie uczymy dzieci taką metodą? Bo jeśli za trudne emocje są karane izolacją, mogą zacząć wierzyć, że złość czy frustracja są czymś, czego nie można pokazywać.

Coraz więcej rodziców mówi „nie”

Jeszcze kilkanaście lat temu takie praktyki rzadko były kwestionowane, wręcz je promowano. Dziś rodzice reagują szybciej i głośniej.

Nie chodzi o brak zasad, ale o sposób ich wprowadzania. Zamiast karnego krzesełka, coraz częściej wskazuje się na:

  • rozmowę i nazywanie emocji
  • pomoc w uspokojeniu się
  • wspólne szukanie rozwiązania.

Bo to właśnie w trudnych momentach dziecko najbardziej potrzebuje dorosłego – nie dystansu.

Karne krzesełko może i jest wygodne – dla dorosłego. Na szczęście coraz więcej osób rozumie, że wygoda dorosłych nie powinna być ważniejsza od poczucia bezpieczeństwa dziecka.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Nowy trend: korepetycje dla przedszkolaków. Matka: „Liczy się dobry start”

Reklama
Reklama
Reklama