Reklama

Jeszcze niedawno ocena dobra była traktowana jako solidny wynik – dowód, że uczeń radzi sobie z materiałem, rozumie temat i nie ma powodów do niepokoju. Dziś w wielu szkołach wygląda to zupełnie inaczej. Uczniowie masowo zapisują się na poprawki, nawet gdy dostali czwórkę. Pojawiają się rozmowy z nauczycielami, prośby o dodatkowe zadania, a czasem wręcz negocjacje.

Presja nie bierze się znikąd – rekrutacja do liceów, rankingowanie szkół, walka o miejsca w „dobrych klasach”, a w dalszej perspektywie studia i przyszła praca sprawiają, że każda ocena zaczyna być traktowana jak cegiełka w budowaniu życiowego CV dziecka.

„Z czwórką nigdzie się nie dostaniesz” – głosy rodziców

Rodzice nie ukrywają, że oczekiwania rosną.

„Kiedy ja chodziłam do szkoły, cieszyłam się z czwórki. Teraz słyszę od innych, że to za mało, że dziecko musi mieć paski i średnią powyżej pięciu. Inaczej nie ma szans na dobre liceum” – mówi Agata, mama ósmoklasistki.

Inny ojciec przyznaje wprost: „Nie chcę, żeby mój syn był przeciętny. Wszyscy wokół walczą o najlepsze wyniki. Jak odpuścisz, zostajesz w tyle”.

Są jednak i tacy, którzy zaczynają mieć wątpliwości. „Moje dziecko przyszło zapłakane, bo dostało czwórkę z matematyki. Czwórkę – a nie jedynkę. Coś tu chyba poszło za daleko” – mówi matka piątoklasisty.

Uczniowie w trybie ciągłej poprawki

Nauczyciele zauważają, że zmieniła się też postawa samych uczniów. Dla wielu z nich każda ocena poniżej piątki jest porażką.

„Mam dzieci, które po czwórce pytają, kiedy mogą ją poprawić, jeszcze zanim sprawdzę resztę klasówek” – mówi polonistka z dużego miasta. „Kiedyś poprawiało się jedynki i dwójki. Teraz wszystko poniżej piątki jest traktowane jak błąd systemu”.

Uczniowie funkcjonują w trybie ciągłego napięcia – sprawdziany, kartkówki, korepetycje, zajęcia dodatkowe. W kalendarzu nie ma miejsca na bycie po prostu „wystarczająco dobrym”.

Perfekcja jako nowa norma

Skąd ta zmiana? Psychologowie edukacyjni coraz częściej mówią o kulturze osiągnięć i porównań – rankingach, mediach społecznościowych, presji środowiska i ambicjach dorosłych, które łatwo przenoszą się na dzieci.

Do tego dochodzą realne lęki rodziców – obawa, że bez czerwonego paska, olimpiad i wysokiej średniej dziecko nie dostanie się do wymarzonej szkoły. Nawet jeśli oficjalnie system rekrutacji opiera się na punktach z egzaminów i ocen z wybranych przedmiotów, w świadomości wielu rodzin utrwaliło się jedno – trzeba być najlepszym.

Czy „dobry” to dziś za mało?

Coraz częściej pojawia się pytanie, czy nie przekroczyliśmy granicy. Czy nie uczymy dzieci, że wartość człowieka mierzy się wyłącznie cyfrą w dzienniku elektronicznym?

Czwórka, która kiedyś była sygnałem, że uczeń dobrze sobie radzi, dziś bywa powodem do stresu, rozmów wychowawczych i dodatkowych zajęć.

Być może zamiast pytać, jak podnieść każdą ocenę do maksimum, powinniśmy zacząć zastanawiać się, jaki koszt psychiczny płacą za to dzieci – i czy w tej gonitwie za piątkami nie gubimy czegoś znacznie ważniejszego niż miejsce w rankingu.

Zobacz także: Matka ucznia zadzwoniła o 22. Nauczycielka: „Po tej rozmowie zrobiło mi się słabo”

Reklama
Reklama
Reklama