Poprosiła 5-latkę o umycie rąk. „Nie mogłam uwierzyć, co powiedziała mi w łazience”
Tego dnia odebrałam z przedszkola nie tylko moją córkę, ale też jej koleżankę Hanię. Wcześniej umówiłam się z jej mamą, że dziewczynka wpadnie do nas na chwilę, żeby się pobawić. Dla pięciolatek to wielka atrakcja – zmiana miejsca, nowe zabawki i wspólne popołudnie.

Kiedy weszłyśmy do domu, przygotowałam dziewczynkom małą przekąskę: pokrojone jabłuszka, truskawki (tak, wiem, że są jeszcze bardzo sztuczne, ale moja Majka już nie mogła się doczekać), wafle ryżowe. Postawiłam wszystko na stole i jak to zwykle bywa, powiedziałam coś, co każdy rodzic powtarza kilka razy dziennie:
– Dziewczyny, najpierw umyjcie rączki.
Nie spodziewałam się, że za chwilę wydarzy się coś, co zostanie ze mną na dłużej.
„A gdzie się naciska?”
Dziewczynki pobiegły do łazienki, a ja zostałam w kuchni. Po chwili usłyszałam ciche wołanie:
– Proszę pani…
Poszłam zobaczyć, co się stało. Hania stała przy umywalce i patrzyła na mydelniczkę z lekkim zakłopotaniem.
– A gdzie się naciska? – zapytała.
Na chwilę zamarłam, bo nie od razu zrozumiałam, o co jej chodzi. Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że patrzy na zwykłą kostkę mydła i naprawdę nie wie, co z nią zrobić.
Wzięła ją do ręki, obejrzała z każdej strony i czekała na wskazówkę.
Nie wyglądało to jak żart ani wygłupy. Ona po prostu nie była pewna, jak się z niej korzysta.
W ich domu wszystko jest „smart”
I wtedy przypomniało mi się coś, co nieraz słyszałam od jej mamy. Rodzice Hani są dość majętni, a jej mama uwielbia wszelkie technologiczne nowinki do domu. Zawsze z entuzjazmem opowiada o kolejnych urządzeniach, które ułatwiają życie.
Robot sprzątający, inteligentne oświetlenie, sprzęty sterowane z aplikacji. Tak, nawet ta lodówka, która sama przypomina, że trzeba zrobić zakupy, bo ser się kończy. Podajnik mydła w łazience też jest automatyczny – wystarczy podstawić ręce i odrobina mydła sama spada na dłonie.
Pomyślałam więc, że Hania po prostu nie miała wcześniej okazji korzystać z klasycznej kostki mydła. W domu wszystko działa automatycznie, więc nie trzeba się nad tym zastanawiać.
Pokazałam jej, jak potrzeć mydło w dłoniach i zrobić pianę. Dziewczynka uśmiechnęła się, spróbowała i po chwili obie z moją córką wróciły do kuchni z mokrymi rękami i wielkim apetytem.
Dla nich to była drobnostka. Dla mnie – okazja do refleksji.
Świat dzieci naprawdę się zmienia
Ta scena przypomniała mi, jak bardzo zmieniło się dzieciństwo. W wielu domach coraz więcej rzeczy robi się samo: odkurzanie, włączanie światła, a nawet dozowanie mydła.
Dla dorosłych to wygoda. Trudno się temu dziwić – każdy chce mieć trochę mniej obowiązków.
Tyle że czasem zastanawiam się, czy przy okazji nie odbieramy dzieciom okazji do poznawania najprostszych rzeczy.
Hania nie zrobiła przecież nic dziwnego ani śmiesznego. Jest małym dzieckiem, które dorasta w świecie pełnym automatycznych rozwiązań. Jeśli coś zawsze działało samo, skąd ma wiedzieć, że czasem trzeba zrobić coś ręcznie?
I właśnie dlatego ta krótka scena z łazienki została ze mną na dłużej.
Bo pokazała mi, jak bardzo codzienność dzieci zależy od świata, który tworzymy im my – dorośli.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Ten przedszkolny „rytuał” może szkodzić samodzielności dziecka. „Syn wrócił do domu zepsuty”