Reklama

Niestety, ale w wielu przedszkolach nadal funkcjonują systemy oceniania dzieci przy pomocy słoneczek i chmurek albo kolorowych buziek. Zielona buźka oznacza, że dziecko było „grzeczne”, czerwona albo czarna – że sprawiało problemy.

Rodzice coraz częściej protestują przeciwko takim praktykom. Ich zdaniem to nie motywuje, tylko zawstydza. Zwłaszcza gdy ocena pojawia się publicznie – na tablicy, przy całej grupie albo podczas odbioru dziecka.

– Syn powiedział mi, że był „czarną chmurką”, bo nie chciał posprzątać zabawek. Wrócił do domu i płakał, że jest „niegrzeczny”. Nie rozumiem, jak można tak oceniać 4-latka – mówi mama przedszkolaka.

Psychologowie od lat podkreślają, że takie etykietowanie nie uczy dziecka właściwego zachowania. Dziecko nie słyszy: „Zrobiłeś coś niewłaściwego”, tylko: „To z Tobą jest coś nie tak”. Zaczyna utożsamiać się z rolą „tego niegrzecznego”.

Karne krzesełko i siedzenie w kącie. „To forma upokorzenia”

Ocenianie to jedno. Choć wydaje się, że takie metody dawno odeszły do przeszłości, rodzice nadal słyszą o „karnym krzesełku”, staniu pod ścianą albo siedzeniu w kącie. Dziecko, które się pokłóciło, krzyczało albo nie chciało wykonać polecenia, jest izolowane od grupy, by „przemyślało swoje zachowanie”.

– Córka powiedziała mi, że siedziała sama przy ścianie, bo rozpłakała się po rozstaniu ze mną. Pani uznała, że „przeszkadza grupie”. Nie mogłam uwierzyć, że za emocje można dziecko karać – opowiada mama 5-latki.

Psychologowie nie mają wątpliwości, że metody typu karne krzesełko to forma izolacji i upokorzenia. Dziecko zostaje samo z trudnymi emocjami, których nie rozumie i nie potrafi jeszcze regulować. Zamiast nauczyć się, co zrobiło źle, czuje wstyd i odrzucenie.

Rodzice przyznają, że sami pamiętają takie kary z dzieciństwa i nie chcą, by ich dzieci przeżywały to samo. Coraz częściej zwracają też uwagę, że przedszkole powinno pomagać dziecku się uspokoić, a nie odsuwać je od grupy.

„Nie zjesz, nie wstaniesz od stołu”

Szczególnie dużo emocji budzą kary i presja podczas posiłków. Wielu rodziców twierdzi, że dzieci są zmuszane do jedzenia, siedzenia przy stole do końca albo próbowania potraw, których nie chcą.

– Mój syn wracał z przedszkola i mówił, że nie wolno było mu odejść od stołu, dopóki nie zje surówki. Potem zaczął bać się obiadów i codziennie rano pytał, co będzie do jedzenia. Jak pojawiało się coś, za czym nie przepada, od razu się stresował – opowiada mama 6-latka.

Eksperci podkreślają, że dziecka nie powinno się zmuszać do jedzenia ani zawstydzać przy stole. Posiłki powinny odbywać się w spokojnej atmosferze, a rolą dorosłego jest zachęcanie, a nie przymuszanie. W zaleceniach dla przedszkoli podkreśla się nawet, że to dziecko powinno decydować, ile zje.

Tymczasem wielu rodziców słyszy od dzieci o „karach” za niezjedzenie obiadu: braku deseru, siedzeniu przy pustym talerzu albo publicznych komentarzach nauczycielki. To sprawia, że zwykły posiłek zamienia się dla dziecka w stres.

Przedszkole ma uczyć zasad i przygotowywać dziecko do dalszych etapów edukacji, ale nie kosztem dziecięcej godności. Bo zawstydzone dziecko nie staje się bardziej „grzeczne”. Uczy się tylko, że jego emocje i potrzeby nie mają znaczenia.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Przestań” tylko pogarsza sprawę. Te 3 zdania uspokoją dziecko w kilka minut

Reklama
Reklama
Reklama