Rośnie nam pokolenie marionetek. Nie tylko rodzice i szkoła pociągają za sznurki
Na pierwszy rzut oka są głośni, pewni siebie i „ogarnięci”. Wiedzą, co jest modne, co wypada powiedzieć i jakie poglądy są dziś bezpieczne. A jednak coraz częściej mam wrażenie, że to tylko ruchy. Sznurki trzyma ktoś inny.

O „pokoleniu marionetek” mówi się coraz częściej w kontekście młodzieży wychowywanej w świecie algorytmów, presji społecznej i dorosłych, którzy wszystko wiedzą lepiej. To określenie nie jest naukowe, ale boleśnie trafne. Marionetka się porusza, mówi, reaguje. Tylko że nie z własnej woli.
Sznurki, których nie widać
Dzisiejsze nastolatki są nieustannie sterowane. Przez trendy, rankingi, lajki, komentarze. Przez to, co „wypada”, a czego „nie wolno”. Przez gotowe narracje podsuwane przez media społecznościowe.
Tak się teraz mówi.
Tak się teraz myśli.
Tak się teraz reaguje.
Te zdania słyszę coraz częściej. Niewielu potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie tak uważają. Sznurki są dyskretne, ale skuteczne. Wystarczy kilka filmików, kilka komentarzy, by ukształtować opinię.
Bunt, który jest tylko stylizacją
Z pozoru to pokolenie zbuntowane. Odważne. Bezkompromisowe. W praktyce bunt bardzo często kończy się tam, gdzie zaczyna się niepopularna opinia. Nastolatki boją się wyłamać, bo wyłamanie oznacza wykluczenie.
Marionetka może udawać niezależność. Może mieć „swój styl”, „swoje zdanie”, „swoje wartości”. Ale jeśli wszystkie są kopią tego, co akurat krąży w sieci, trudno mówić o autonomii.
- „Ja tak nie uważam, ale wszyscy tak mówią”.
- „Lepiej się nie wychylać”.
- „To by było źle odebrane”.
To nie są słowa wolnych ludzi. To język kontroli.
Rodzice i szkoła też trzymają sznurki
Nie tylko internet pociąga za sznurki. Robią to również dorośli. Rodzice, którzy decydują za dzieci o wszystkim, od zajęć dodatkowych po poglądy. Szkoła, która uczy „pod klucz”, pod test, pod schemat.
W takim świecie nie ma miejsca na błąd, na poszukiwanie, na zmianę zdania. Marionetka ma wykonać ruch poprawnie. Nie zastanawiać się, po co.
Efekt? Młodzi ludzie, którzy świetnie wiedzą, co powiedzieć, ale nie potrafią powiedzieć, co czują. Boją się ciszy, bo w ciszy trzeba myśleć samodzielnie.
Kiedy sznurki się plączą
Problem zaczyna się wtedy, gdy sygnały się mieszają. Gdy algorytm mówi jedno, rodzice drugie, szkoła trzecie. Marionetka zaczyna się szarpać. Pojawia się frustracja, złość, zagubienie.
Coraz więcej nastolatków nie radzi sobie z podejmowaniem decyzji. Każdy wybór wydaje się ryzykowny, bo zawsze może spotkać się z oceną. A ocena boli bardziej niż porażka.
Kim jestem, jeśli nikt mną nie steruje?
Najtrudniejsze pytanie brzmi: co się stanie, gdy sznurki znikną? Gdy skończy się szkoła, dom, algorytm podpowiadający, co myśleć i jak żyć?
Pokolenie marionetek nie jest winne. Zostało wychowane w świecie, który bardziej ceni poprawność niż autentyczność, reakcję niż refleksję, zgodność niż samodzielność.
Jeśli chcemy wychować ludzi, a nie lalki na sznurkach, musimy pozwolić młodym na coś, czego dziś boimy się najbardziej. Na własne zdanie. Nawet jeśli będzie niewygodne. Nawet jeśli będzie inne. Bo tylko wtedy poruszą się naprawdę – a nie dlatego, że ktoś pociągnął za sznurek.
Zobacz także: 5 bajek, przy których dziecko rozwija się książkowo. Możesz je włączać z czystym sumieniem