„Syn z radością otworzył szkolną lekturę. Po kilku minutach usłyszałam płacz”
Byłam pewna, że mój syn polubi szkolne lektury. W końcu od dawna czytaliśmy razem książki, a on sam coraz częściej po nie sięgał. Wszystko zmieniło się jednak w dniu, gdy ze szkoły przyniósł pierwszą obowiązkową pozycję. Po kilku stronach spojrzał na mnie zrezygnowany i powiedział zdanie, którego się zupełnie nie spodziewałam.

Kiedy mój syn dostał w szkole swoją pierwszą lekturę, byłam naprawdę spokojna. Pomyślałam nawet, że to będzie dla niego coś ekscytującego. W końcu to trochę jak symboliczny moment – dziecko zaczyna czytać „prawdziwe” książki ze szkolnej listy, a nie bajeczki dla maluszków.
W jego plecaku znalazła się książka „Puc, Bursztyn i goście”. Klasyczna pozycja, którą wielu dorosłych wspomina z sentymentem. Sama pamiętałam ją jeszcze z dzieciństwa, więc nie miałam żadnych obaw.
Po obiedzie syn zaszył się w swoim pokoju, otworzył książkę i zaczął czytać.
„Mamo, o co tu chodzi?”
Już po kilkunastu minutach usłyszałam, jak zawodzi nad książką, pochlipuje, irytuje się. Pomyślałam, że dam mu czas, nie będę ingerować.
W końcu odłożył książkę, przyszedł do mnie do kuchni i zapytał: „Mamo, o co tu chodzi?. Jestem taki głupi, nic nie rozumiem!”.
Pomyślałam, że zgubił wątek historii, więc zaczęliśmy czytać razem. I wtedy dotarło do mnie, gdzie jest problem.
Syn co chwilę pytał o znaczenie kolejnych słów. Niektóre brzmiały dla niego zupełnie obco, inne były użyte w taki sposób, że trudno było mu zrozumieć sens zdania. Zamiast wciągnąć się w opowieść o rodzinie i ich psach, skupiał się na rozszyfrowywaniu języka.
Po kilkunastu minutach był już wyraźnie zmęczony. Powiedział coś, co naprawdę mnie zaskoczyło: „To jest trudne. Ja nie lubię takich książek. Nie lubię czytać, czytanie jest dla mądrych”.
Jedna książka potrafi zmienić nastawienie
Najbardziej zdziwiło mnie to, jak szybko pojawiło się zniechęcenie. Jeszcze niedawno mój syn sam przynosił wieczorem książki do czytania i z ciekawością słuchał kolejnych historii.
A teraz pierwsza szkolna lektura stała się dla niego czymś w rodzaju zadania do wykonania. Nie przygodą, nie historią, która wciąga – tylko kolejnym obowiązkiem.
Zaczęłam się zastanawiać, czy problem nie leży właśnie w pierwszym spotkaniu ze szkolną literaturą. Dla wielu dorosłych „Puc, Bursztyn i goście” to sympatyczna, klasyczna książka. Ale dla dziecka, które dopiero zaczyna samodzielnie czytać, język i styl mogą być zwyczajnie trudne.
Kiedy zamiast płynnego czytania pojawia się ciągłe zatrzymywanie, pytania i frustracja, trudno o radość z książki.
Najpierw przyjemność z czytania
Tamtego dnia odłożyliśmy lekturę na bok i wieczorem sięgnęliśmy po inną książkę – taką, którą syn naprawdę lubi. I nagle wszystko wróciło na swoje miejsce. Czytał chętnie, śmiał się z historii, chciał wiedzieć, co będzie dalej.
To tylko utwierdziło mnie w jednej myśli. Dzieci najpierw muszą odkryć, że czytanie jest przyjemnością. Dopiero później są gotowe na trudniejsze teksty i klasykę.
Bo jeśli pierwsze spotkanie z lekturą kończy się frustracją, bardzo łatwo pomyśleć, że książki po prostu nie są dla nas.
A przecież to ostatnia rzecz, jakiej chciałabym dla mojego syna.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Nauczycielka bojkotuje lekturę szkolną. „Matki piszą w e-dzienniku, że ich dzieci płaczą”