Ta 1 rzecz utrudnia dziecku rozwój mowy. Logopeda: „Nie popełniaj tego błędu co Wersow”
Niektóre nawyki językowe wydają się zupełnie niewinne. W rzeczywistości mogą jednak wpływać na to, jak dziecko uczy się mówić.

Kiedy obserwuję rozmowy dorosłych z maluchami w parkach, sklepach czy poczekalniach, pewien schemat powtarza się zaskakująco często. Brzmi ciepło i pieszczotliwie, ale – jak przekonują logopedzi – nie zawsze pomaga w rozwoju mowy.
Dlaczego sposób mówienia do dziecka ma znaczenie dla rozwoju mowy?
Rodzice zazwyczaj bardzo starają się mówić do dzieci wyraźnie, spokojnie i z dużą ilością emocji. To dobre podejście, bo właśnie z codziennych rozmów maluch uczy się języka.
Logopedka i psycholożka Adrianna Dzięgielewska zwraca jednak uwagę na jeden szczegół, który często umyka dorosłym. Chodzi o mówienie o sobie lub o dziecku w trzeciej osobie.
W praktyce wygląda to tak:
- „Mama idzie zrobić herbatę”,
- „Maja ma piękne ząbki”,
- „Tata weźmie na rączki”.
Takie zdania wydają się naturalne i pełne czułości. Problem polega na tym, że dziecko słyszy je jako główny wzorzec językowy.
A właśnie ten wzorzec ma ogromne znaczenie dla rozwoju mowy.
Mówienie o sobie w trzeciej osobie – skąd bierze się ten nawyk?
Ten sposób komunikacji pojawia się w wielu domach i najczęściej jest zupełnie nieświadomy. Rodzice przejmują go z własnego dzieciństwa, z rozmów w rodzinie albo z kultury internetowej.
Często można go też zauważyć u znanych osób w mediach społecznościowych. Właśnie dlatego logopedzi zwracają uwagę, że popularne style komunikacji – nawet jeśli brzmią sympatycznie – nie zawsze są korzystne dla rozwoju dziecka.
Adrianna Dzięgielewska tłumaczy, że małe dzieci naturalnie przechodzą etap, w którym mówią o sobie po imieniu. To normalna część rozwoju.
Problem pojawia się wtedy, gdy dorośli również używają tego schematu przez długi czas. Wtedy taki sposób komunikacji utrwala się znacznie mocniej.
Dlaczego zaimki są dla dzieci trudne?
Jednym z najważniejszych elementów rozwoju języka jest opanowanie zaimków, np.: „ja”, „ty”, „mi”, „tobie”.
Dla dorosłych to oczywiste słowa, ale dla dziecka ich znaczenie jest dość abstrakcyjne. W przeciwieństwie do rzeczowników nie odnoszą się do jednej konkretnej osoby – zmieniają się w zależności od tego, kto mówi.
Dlatego dzieci potrzebują jasnego i spójnego wzorca językowego.
Logopedzi podkreślają, że zamiast mówić: „Mama idzie po wodę”, lepiej powiedzieć: „Idę po wodę”.
Zamiast: „Maja chce misia”, warto powiedzieć: „Chcesz misia?” albo „Podaj mi misia”.
To drobna zmiana, ale dla dziecka bardzo ważna.
Jak mówić do dziecka, żeby wspierać rozwój mowy?
Specjaliści podkreślają, że najlepszą metodą wspierania rozwoju językowego jest zwykła, naturalna rozmowa. Dziecko uczy się mówić przede wszystkim poprzez interakcję z drugim człowiekiem.
W praktyce oznacza to kilka prostych zasad:
- mówienie o sobie w pierwszej osobie („ja idę”, „ja zrobię”),
- używanie zaimków w codziennych sytuacjach („daj mi”, „chodź do mnie”),
- zadawanie dziecku pytań, które zachęcają do odpowiedzi,
- opisywanie tego, co dzieje się wokół.
Adrianna Dzięgielewska uczula, że w codziennym życiu wprowadzenie takich zmian jest znacznie łatwiejsze niż późniejsza praca nad nimi podczas terapii logopedycznej.
Bo język dziecka kształtuje się przede wszystkim w domu – w zwykłych rozmowach przy stole, podczas zabawy czy spaceru.
Rozwój mowy nie zależy od jednego magicznego ćwiczenia ani od aplikacji edukacyjnej. Najważniejszy jest wzorzec językowy, który dziecko słyszy każdego dnia.
Czasem wystarczy drobna zmiana w sposobie mówienia, żeby bardzo pomóc małemu człowiekowi w zrozumieniu języka.
I właśnie te małe, codzienne różnice potrafią mieć największe znaczenie.
Zobacz też: Skoro świt przyszła wiadomość z przedszkola. „Zostawiłam córkę w domu, nie będę ryzykować”