Tak się wychowuje myślące dzieci. Scena w autobusie uderzyła mnie jak młotem
W jednej chwili zobaczyłam dwie zupełnie różne rzeczywistości. Jedna mnie poruszyła, druga – zasmuciła i dała do myślenia.

Szanowna Redakcjo! Kilka dni temu jechałam autobusem z pracy. Byłam zmęczona, jak pewnie większość podróżujących w godzinach szczytu. Autobus pełny ludzi, hałas, zgiełk... Ale to, co zobaczyłam, wyciszyło mnie do głębi.
Dwa wózki, dwie dziewczynki – zupełnie inne światy
Po mojej lewej stronie jechał mężczyzna, kucając przy wózku. W środku siedziała jego córeczka – może miała dwa lata. On przez całą drogę – niezależnie od wybojów, niewygody, zmęczenia – czytał jej książkę. Na głos, z zaangażowaniem, pokazując obrazki. Dziewczynka była zapatrzona w ojca i w książeczkę.
Kilka przystanków dalej do autobusu wsiadła kobieta z wózkiem. Jej córeczka była w podobnym wieku co ta pierwsza. Trzymała w rączkach telefon. Matka spojrzała raz na ekran, raz na okno – ani razu na córkę. Dziewczynka przesuwała palcem po ekranie, w milczeniu, jakby była sama.
Patrzyłam na te dwie dziewczynki i nie mogłam przestać myśleć. Jak różne będą ich światy? Ich dzieciństwo, wspomnienia, relacje z rodzicami? Wszystko działo się obok siebie, a ja miałam wrażenie, że patrzę na dwa odrębne wszechświaty.
Tak się wychowuje myślące dzieci
Nie jestem psychologiem. Jestem zwyczajną matką. Ale wiem, jak ważne jest to, co dajemy naszym dzieciom. Miłość, czas, uwagę. Kiedy widziałam tego ojca, który kucał przy wózku, pomimo całej niewygody – pomyślałam: tak właśnie się wychowuje myślące dzieci. Taki rodzic uczy, że warto poświęcić uwagę drugiemu człowiekowi. Że książki mają moc. Że można być obecnym naprawdę, nie tylko fizycznie.
Z kolei ta druga scena... Nie chcę oceniać. Nie znam tej kobiety, jej dnia, życia, problemów. Ale nie sposób było nie zauważyć kontrastu. Telefon w rączkach tak małego dziecka. Brak kontaktu, spojrzenia, uśmiechu. Obrazek, który przeraża.
Wychowanie dzieci to nie tylko zapewnienie jedzenia, ubrania i dachu nad głową. To także nauka życia. Przykład, jaki dajemy każdego dnia. To, jak reagujemy, jak rozmawiamy, czy w ogóle rozmawiamy. Czy jesteśmy – naprawdę jesteśmy – obok nich.

Refleksja, którą chciałam się podzielić z każdą matką
Piszę ten list, bo ta scena w autobusie nie daje mi spokoju. Z jednej strony cudowny widok ojca, który czyta, uczy, buduje więź. Z drugiej – milcząca dziewczynka z telefonem, odgrodzona od świata. Zaczęłam się zastanawiać, co ja daję swoim dzieciom? Ile razy w ciągu dnia jestem przy nich na sto procent? Czy nie za często sięgam po telefon zamiast po książkę?
Wychowanie dzieci to temat szeroki i złożony. Ale jedno wiem na pewno: nie zastąpi nas żadna technologia. Dzieci potrzebują nas – obecnych, czułych, zaangażowanych. Tylko wtedy nauczą się być blisko drugiego człowieka.
Dziękuję tamtemu ojcu z autobusu. Za lekcję, którą mi dał – bez słów, gestem, obecnością. I mam nadzieję, że więcej z nas – rodziców – spojrzy na swoje dzieci i zobaczy w nich to, co najcenniejsze.
Bo każde dziecko zasługuje na książkę, na opowieść, na spojrzenie pełne miłości.
Marzena
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 5 nawyków, które wspierają rozwój intelektualny dziecka. Bez presji i drogich zabawek edukacyjnych