Reklama

W wielu domach bajki i animacje stały się codziennym ratunkiem. Kilka minut spokoju, ciszy, chwila oddechu – brzmi znajomo? Psychologowie i logopedzi przestrzegają jednak, że ekrany nie są neutralnym narzędziem, a ich wpływ zależy od wieku dziecka i etapu rozwoju mowy.

Adrianna Dzięgielewska, logopedka i psycholożka, w jednym ze swoich postów porównała ekran do… noża kuchennego. Można nim przygotować pyszną kolację, ale można też zrobić sobie krzywdę. Wszystko zależy od tego, kto i w jaki sposób go używa.

Kiedy ekran szkodzi najmocniej – rozwój mowy w centrum uwagi

Najważniejsze jest to, czy dziecko potrafi już swobodnie komunikować się w pełnych zdaniach. Czy zadaje pytania? Opowiada, co widziało? Czy potrafi wyrazić swoje emocje słowami?

Dzieci, które jeszcze nie mówią lub mówią pojedyncze słowa, nie powinny w ogóle korzystać z ekranów. Logopedka podkreśla, że żadna bajka, nawet edukacyjna, nie nauczy dziecka mówić. Wszelkie powtarzanie alfabetu czy liczenie do dziesięciu to wyuczone sekwencje, a nie prawdziwa komunikacja.

„Dzieci uczą się języka od żywego człowieka, w relacji i w prawdziwej rozmowie” – mówi Dzięgielewska.

Naturalne bodźce są kluczem do zdrowego rozwoju

Mózg małego dziecka do prawidłowego rozwoju potrzebuje ruchu, zabawy, relacji z innymi ludźmi, ciszy i czasu na przetwarzanie bodźców. Zbyt wczesna ekspozycja na ekran może zaburzać te procesy.

Nie widać tego od razu. Maluch wydaje się zdrowy i pogodny, a rodzic odczuwa ulgę, że bajka zajęła dziecko na kilkanaście minut. Problem pojawia się dopiero po latach: trudności z koncentracją, nadmierna potrzeba bodźców, problemy z czytaniem i pisaniem. To efekt, który specjaliści obserwują coraz częściej w pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

Badania opublikowane w „Journal of Pediatrics” wykazały, że dzieci poniżej 2. roku życia, które spędzają czas przed ekranem, mają gorsze wyniki w testach językowych niż rówieśnicy uczący się w interakcji twarzą w twarz z rodzicem.

Ekran jako złudne wsparcie dla rodzica

Wiele osób reaguje: „Moje dziecko oglądało bajki od niemowlęcia i nic mu nie jest!”. To naturalne pragnienie uspokojenia sytuacji i poczucia ulgi. Jednak biologia i wyniki badań pokazują coś innego.

Bajka czy program edukacyjny może dać rodzicowi chwilę spokoju, ale dziecku nie zastąpi interakcji z żywym człowiekiem. Każda rozmowa, każdy gest, każda reakcja na pytanie dziecka rozwija jego język, zdolność koncentracji i empatię – nic z tego nie znajdzie się w programie komputerowym czy animacji.

„To nie jest straszenie – to zjawisko, które coraz częściej obserwują specjaliści pracujący z dziećmi” – tłumaczy Dzięgielewska.

Krótkie wskazówki dla rodziców:

  • Bajki dla dzieci powinny być włączane dopiero wtedy, gdy mowa jest względnie rozwinięta.
  • Wcześniejsze korzystanie z ekranu powinno być ograniczone do rozmów wideo z bliskimi.
  • Skupiajmy się na interakcji, zabawie i codziennych rytuałach – to one kształtują język i emocje dziecka, nie bajka w TV czy tablecie.

Świadomość tego, kiedy dziecko jest gotowe na ekran, może uchronić je przed problemami, które pojawią się dopiero po latach. Warto pamiętać, że ekran jest narzędziem, nie nauczycielem, a czas spędzony z żywym człowiekiem jest bezcenny i niezastąpiony.

Źródło: Journal of Pediatrics

Zobacz też: Te dzieci mają dobre oceny bez korepetycji. W ich domach obowiązuje 5 reguł

Reklama
Reklama
Reklama