Reklama

O swoich przemyśleniach opowiedziała mi znajoma, nazwijmy ją... Aśka. Na początku roku przedszkolnego jej 4-latek radził sobie świetnie – sam jadł, ubierał się i korzystał z toalety bez pomocy. Nagle po kilku miesiącach coś się zmieniło: chłopiec zaczął odmawiać prostych czynności, takich jak zakładanie butów czy jedzenie samodzielnie. Zamiast tego oczekiwał, że ktoś zrobi to za niego.

Aśka długo myślała, że to jakiś etap rozwojowy, chwilowy regres. Dopiero obserwacja codzienności w szatni uświadomiła jej, że to nie przypadek – to efekt zachowań dorosłych i rówieśników jej syna.

Co się dzieje w szatni?

Wielu rodziców w przedszkolu, zamiast pozwolić maluchowi samemu się ubrać czy założyć buty, robi to za niego. Bo szybciej, bo wygodniej... Dla niektórych dzieci to cenna chwila uwagi, przytulenia i czasu spędzonego z mamą lub tatą. Ale – jak zauważa moja rozmówczyni – to także wzmacnia przekonanie, że wyręczanie się opłaca, bo:

  • dzieci, które nie potrafią się ubrać same, zyskują więcej uwagi;
  • samodzielne maluchy często stoją z boku, aż osoba dorosła skończy pomagać innym;
  • uwagę i troskę otrzymuje przede wszystkim to dziecko, które nie radzi sobie samo.

Miłość kontra wyręczanie

Aśka podkreśla, że nie chodzi o brak ciepła czy wsparcia, ale o to, by dawać je w sposób, który buduje kompetencje, a nie uzależnia od pomocy dorosłych. Zamiast wyręczać przy każdym guziku, warto:

  • zachęcać malucha do samodzielnych prób, nawet jeśli zajmie mu to więcej czasu;
  • chwalić wysiłek i postępy, nie tylko efekt;
  • pokazywać, że własne umiejętności są wartościowe i warte wysiłku.

To nie tylko kwestia przedszkolnej szatni – podobne wzorce można zauważyć podczas wspólnych posiłków czy innych zwykłych sytuacji dnia codziennego. Dzieci uczą się przez obserwację i naśladują tych, którzy dostają więcej uwagi, nawet jeśli oznacza to unikanie samodzielnych działań.

Zamiast traktować pomoc jako przejaw miłości, warto zastanowić się, czy nauczy ona dziecko czegoś, co przyda mu się w przyszłości.

Zobacz także: W przedszkolu sadzają dzieci na karnym krzesełku. Nauczycielka: „Gdzieś muszą się nauczyć”

Reklama
Reklama
Reklama