„To jest ostatnie zimowisko mojego dziecka. Nie dam więcej zrobić się w balona”
Do naszej redakcji napisała mama uczennicy drugiej klasy, która po tegorocznych feriach zimowych czuje przede wszystkim złość i rozczarowanie. Córka pojechała na zimowisko sportowe, które miało być spełnieniem marzeń aktywnego dziecka. Zamiast tego – zdaniem rodziców – okazało się kosztowną lekcją.

Czytelniczka w mailu tłumaczy, że jej córka od trzech lat regularnie wyjeżdża na ferie. Dwa wcześniejsze zimowiska organizowała ta sama firma, z której byli zadowoleni, jednak tym razem zdecydowali się na zmianę i wybrali ofertę stricte sportową.
„Cena była wyższa niż dotychczas, ale uznaliśmy, że skoro w programie są codzienne treningi, zajęcia na stoku, gry zespołowe i dodatkowe atrakcje, to ma to sens. Córka jest ruchliwa, lubi narty, więc byliśmy spokojni” – pisze mama.
Pierwsze dni jednak szybko ostudziły entuzjazm. Z rozmów telefonicznych z dzieckiem wynikało, że nie wszystkie zapowiadane aktywności się odbywają. Zamiast codziennych wyjść na stok pojawiały się „dni organizacyjne”, a część zajęć sportowych skracano lub zastępowano pobytem w ośrodku.
„Słyszałam: dziś nie było treningu, bo coś się przesunęło. Jutro może pójdziemy. Pojutrze pogoda. A w ofercie było jasno napisane, że sport to podstawa tego wyjazdu” – dodaje.
Posiłki i zasady też budzą wątpliwości
Do tego doszły inne rzeczy, które zaczęły niepokoić rodziców. Dziewczynka narzekała na jedzenie i bardzo wczesne pobudki.
„Śniadanie o siódmej. Rozumiem, że przy zajęciach sportowych dzień zaczyna się wcześnie, ale to siedmiolatka, nie kadet w wojsku. Dzwoniła zmęczona, mówiła, że ledwo wstaje” – pisze mama.
W jej ocenie porcje miały być niewielkie, a menu monotonne. Dziecko nie dramatyzowało, ale między wierszami dało się wyczuć, że nie czuje się komfortowo.
„Nie chcę, żeby córka wracała z ferii głodna i zniechęcona. Ferie to mają być miłe wspomnienia, a nie odliczanie dni do powrotu” – podkreśla autorka maila.
„Nie dam się drugi raz nabrać”
Czytelniczka przyznaje, że najbardziej boli ją poczucie, że zapłaciła za coś, czego córka nie dostała.
„To miało być zimowisko sportowe z prawdziwego zdarzenia. Tymczasem wygląda to tak, jakby program był bardziej życzeniem niż planem. Mam wrażenie, że organizatorzy liczą na to, że rodzice i tak się nie dowiedzą, co naprawdę dzieje się na miejscu”.
Zapowiada, że po powrocie dziecka zamierza złożyć oficjalną reklamację i dokładnie sprawdzić umowę oraz regulamin wyjazdu.
„To jest ostatnie zimowisko mojego dziecka z tej firmy. Nie dam więcej zrobić się w balona. Jeśli jeszcze kiedyś się zdeycduję wysłać córkę na tego typu wyjazd, będę trzy razy sprawdzać organizatora, dopytywać o szczegóły i czytać opinie innych rodziców” – kończy.
Jej historia to kolejny sygnał, że ferie zorganizowane dla dzieci potrafią być loterią. A rozczarowanie bywa tym większe, im wyższe były oczekiwania – i cena.
Zobacz także: Dzieci zawalone nauką na ferie. Nauczycielka: „Materiał sam się nie powtórzy”