To nie uzależnienie. Dzieci z telefonem często szukają tylko jednego
Nie zawsze chodzi o uzależnienie. Czasem dziecko, które nie odrywa wzroku od ekranu, po prostu pragnie kontaktu – tylko nie umie już inaczej go szukać. I to nie dlatego, że zawiódł świat, technologia czy szkoła. Często to my – rodzice – przestaliśmy być wystarczająco dostępni.

Patrzę na swoje dziecko, gdy leży na kanapie z telefonem. Przesuwa palcem po ekranie, ogląda śmieszne filmiki, czasem coś wysyła, czasem się śmieje. I choć mogłabym powiedzieć: „Odłóż wreszcie ten telefon”, zatrzymuję się. Bo wiem, że to nie jest o samym telefonie.
Dla dzieci telefon to dziś lustro – odbija emocje, które trudno im wyrazić w realnym świecie. W sieci mogą być wysłuchane, zauważone, czasem docenione. W domu często widzą nas w biegu – z laptopem, z telefonem, z tysiącem spraw w głowie. Więc sięgają po swoje okno na świat, w którym ktoś zawsze „odpisze”.
Nie każde dziecko z telefonem jest uzależnione. Czasem jest po prostu spragnione uwagi, której nie umie już poprosić wprost.
To nie ekran, to brak rozmowy
Wielu rodziców mówi dziś: „Dzieci są uzależnione od technologii”. Ale może, zanim to powiemy, warto zapytać siebie, jak wygląda nasz wspólny czas. Czy naprawdę jesteśmy z nimi, gdy jesteśmy „razem”?
Pamiętam wieczór, kiedy moja córka przyszła do mnie z pytaniem, a ja tylko mruknęłam „poczekaj chwilę”, scrollując maila. Zanim zdążyłam podnieść wzrok, już jej nie było. Znalazła zajęcie – w telefonie.
Nie musiała. Ale dałam jej sygnał, że mnie nie ma. Nie krzyczałam, nie ignorowałam. Po prostu byłam zajęta – zbyt dorosła, zbyt zmęczona, zbyt „zajęta pracą”. Tego nie widać w żadnych statystykach uzależnień, ale to tam, w tych drobnych chwilach, rodzi się dystans.
Dzieci w sieci szukają... nas
Gdy słyszę historie o dzieciach, które nie potrafią żyć bez telefonu, myślę o tym, że nie każde z nich szuka dopaminy. Niektóre szukają obecności.
W sieci łatwiej jest napisać niż powiedzieć. Łatwiej pokazać zdjęcie niż emocję. Dziecko nie potrzebuje wtedy terapii odcięcia od ekranu, tylko kogoś, kto spojrzy na nie z ciekawością, a nie z lękiem. Bo kiedy nastolatek wysyła setne selfie, niekoniecznie „szuka lajków”. Może po prostu chce usłyszeć: „Jesteś ważny. Widzę cię”.
Prawdziwe uzależnienie to nie to, że dziecko ciągle ma telefon w ręku. To moment, w którym przestaje mieć kogoś, z kim mogłoby porozmawiać bez niego.
Uwaga to waluta miłości
Czasem wystarczy kwadrans wspólnego śmiechu, rozmowy bez telefonu w dłoni, spacer bez muzyki w słuchawkach. Dzieci nie potrzebują, byśmy byli idealni – tylko obecni. Widziałam dzieci, które po odłożeniu telefonu natychmiast szukają wzroku dorosłego. Jakby chciały sprawdzić, czy naprawdę ktoś tu jest. To nie głód dopaminy – to głód bycia zauważonym.
Nie każde dziecko z telefonem jest uzależnione. Ale każde dziecko potrzebuje czułości. A ta nie przychodzi przez ekran.
Nie chodzi o zakazy i strach. Chodzi o relację. Zamiast mówić: „Za dużo siedzisz w telefonie”, można zapytać: „Co cię dziś rozśmieszyło? Co oglądałaś?”. Niech telefon stanie się mostem, nie murem. Niech będzie pretekstem do rozmowy, nie punktem zapalnym kłótni. Bo jeśli dzieci mają wybierać między ekranem, który reaguje, a dorosłym, który nie słucha – wybiorą ekran. Nie dlatego, że są uzależnione. Tylko dlatego, że w sieci ktoś ich „widzi”. A przecież to my powinniśmy być tymi, którzy widzą pierwsi.