To walentynkowy klasyk. Tego filmu nigdy nie pokażę dziecku
Jest jeden tytuł, który co roku wraca w lutym jak bumerang. I którego świadomie nie puszczę dziecku, choć wielu dorosłych uważa go za walentynkowy klasyk.

Walentynki mają w sobie coś podstępnego. Z zewnątrz są różowe, miękkie, „o miłości”. A pod spodem często niosą przekaz, którego naprawdę nie chcę wkładać dziecku do głowy – nawet jeśli to film uznawany za kultowy, wzruszający i „rodzinny”.
Film, który dorośli kochają. Dzieci chłoną bez filtra
Chodzi o Love Actually. To film, który dorośli oglądają z sentymentem. Śmieją się, wzruszają, cytują sceny z kartkami i mówią: „przecież to o miłości”. Tylko że miłość w tym filmie jest opowiedziana z perspektywy dorosłych kompromisów, zdrad, obsesji i nierównych relacji. I to jest coś, co dziecko widzi… dosłownie.
Dzieci nie oglądają filmów ironicznie. Nie filtrują. Nie mówią sobie w głowie: „to skomplikowane, ale w realnym życiu bywa inaczej”. One uczą się wzorców.
Co dokładnie mi w tym filmie przeszkadza?
Nie jedna scena. Nie jeden wątek. Tylko cała mapa relacji, która z perspektywy dziecka może wyglądać tak:
- miłość to cierpienie i czekanie, aż ktoś w końcu cię zauważy
- jeśli ktoś cię ignoruje – walcz jeszcze mocniej
- zdrada jest smutna, ale „zrozumiała”
- emocjonalne przekraczanie granic da się usprawiedliwić romantyzmem
Dorosły widz widzi niuanse. Dziecko widzi historię i bierze ją za dobrą monetę. I dokładnie dlatego walentynki nie są momentem na takie lekcje.
To nie jest film „zły”. To film nie na ten moment
To ważne: ja nie uważam, że ten film jest fatalny. Uważam, że jest nieadekwatny do wieku i wrażliwości dziecka. Bo walentynki u dzieci nie są o namiętności, zazdrości czy złamanych sercach.
Są o:
- byciu lubianym
- przyjaźni
- poczuciu, że ktoś mnie wybiera
- bezpieczeństwie w relacji
I tego chcę w walentynkowych historiach dla najmłodszych.
Miłość, którą chcę pokazać dziecku, wygląda inaczej
Jeśli już robimy walentynkowy seans, wolę filmy, które pokazują, że miłość to: troska, nie pogoń, bliskość, nie napięcie, relacja, w której nie trzeba się zmniejszać ani walczyć o uwagę. Bo dzieci naprawdę rozumieją więcej, niż nam się wydaje, ale to nie znaczy, że muszą rozumieć wszystko naraz.
Walentynki to nie test z dorosłości
Dziecko ma jeszcze czas na skomplikowane historie o niespełnieniu, zdradach i „trudnej miłości”. W walentynki wolę zostawić je w świecie, w którym miłość nie boli, nie wymaga strategii i nie jest grą. Dlatego tego filmu – jeszcze długo – mojemu dziecku nie pokażę.