Reklama

Dlaczego prowadzam 13-letnią córkę do szkoły

Piszę ten list, bo od dawna czuję, że moja decyzja budzi zdziwienie, a czasem nawet kpiny ze strony innych rodziców i dzieci. Tosia ma 13 lat, chodzi do siódmej klasy, a ja wciąż odprowadzam ją do szkoły i odbieram po lekcjach. Nigdy nie pozwoliłam jej pójść samej i nie zamierzam tego zmieniać aż do liceum. Nie jest to oznaka nadopiekuńczości, tylko zdrowego rozsądku.

Mieszkamy w miejscu, gdzie w ostatnich latach zdarzały się próby porwania dzieci. Rodzice, którzy machają ręką i uważają, że „świat jest przecież bezpieczny”, w moim odczuciu narażają swoje pociechy. Tosia jest spokojnym, cichym i wrażliwym dzieckiem. Nie umiałaby głośno krzyczeć czy się bronić, a ja jako matka mam obowiązek chronić ją najlepiej, jak potrafię.

Dla mnie to nie wstyd, że idziemy razem. Kiedy trzymam ją za rękę, wiem, że nic złego się nie wydarzy. Nie rozumiem rodziców, którzy pozwalają siedmiolatkom wracać samym ze szkoły. Może ktoś uzna mnie za przewrażliwioną, ale wolę być przewrażliwiona, niż potem żałować.

Reakcje otoczenia i śmiechy koleżanek

Nie będę ukrywać – spotykają nas przykre sytuacje. Koleżanki Tosi zdarza się, że podśmiewają się z niej, kiedy widzą, że wychodzi ze szkoły ze mną. Padają docinki, że „mama traktuje ją jak przedszkolaka”. Sama też słyszę od innych dorosłych uwagi w stylu: „trzeba jej dać więcej swobody” albo „w tym wieku to już przesada”.

Tylko że nikt z nich nie zna mojego dziecka tak jak ja. Tosia nie jest typem wojowniczki, nie radzi sobie z zaczepkami i często płacze, kiedy ktoś powie coś niemiłego. Jak więc mogłabym spokojnie wypuścić ją samą, wiedząc, że mogłaby trafić na kogoś obcego czy niebezpiecznego? Kiedy słyszę, że to „ośmieszanie”, odpowiadam wprost – nie interesuje mnie opinia innych, interesuje mnie wyłącznie bezpieczeństwo mojej córki.

Wiem, co jest najlepsze dla mojego dziecka

Każde dziecko jest inne i każda matka ma prawo decydować. Nie twierdzę, że wszyscy muszą robić tak jak ja, ale nie chcę być oceniana za to, że chronię swoje dziecko. Tosia sama mówi, że czuje się bezpiecznie, kiedy idziemy razem, a dla mnie to najważniejsze. To nie jest kwestia „rozwoju samodzielności”, jak próbują mi tłumaczyć inne mamy. Samodzielność można ćwiczyć w domu, w obowiązkach, w decyzjach. Ale droga do szkoły w moim odczuciu nie powinna być miejscem na takie eksperymenty.

Kiedy pójdzie do liceum, wtedy będę gotowa pozwolić jej wracać samej. Do tego czasu chcę mieć pewność, że nic jej się nie stanie. Dla niektórych jestem nadopiekuńczą mamą, ale ja wiem, że robię to z miłości i odpowiedzialności. Gdyby coś się wydarzyło, nikt nie oddałby mi mojego dziecka, a tłumaczenia, że „tak trzeba, bo to normalne” byłyby bezwartościowe.

Może ktoś nazwie mnie przewrażliwioną, ale ja wierzę, że najlepiej znam własne dziecko i wiem, jak o nie zadbać.

Ewa


Chcesz skomentować albo opisać własną historię? Napisz do nas na adres: redakcja@mamotoja.pl. Czekamy na Twoją opinię.

Zobacz też: Adaś na WF-ie zawsze był odrzutem. Załatwiłam mu zwolnienie z lekcji na cały rok

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...