W przedszkolu sadzają dzieci na karnym krzesełku. Nauczycielka: „Gdzieś muszą się nauczyć”
Stosuję tę metodę, bo dzieci muszą nauczyć się norm społecznych. Choć część rodziców się sprzeciwia, nie zamierzam rezygnować. Niestety, brak konsekwencji i wychowania w domach to moja największa bolączka.

Szanowna Redakcjo. Chcę podzielić się moimi codziennymi doświadczeniami z pracy w przedszkolu, bo temat karnego krzesełka znów rozpalił u nas emocje. Piszę ten list, ponieważ nie zamierzam rezygnować z tej metody – wierzę, że dzieci muszą nauczyć się norm społecznych i wiem, że to właśnie karne krzesełko najlepiej przemawia do najmłodszych. Każdego dnia przekonuję się, jak bardzo potrzebują jasnych sygnałów, co wolno, a czego nie, by czuć się bezpiecznie i dobrze funkcjonować w grupie.
Karne krzesełko jest dla mnie koniecznością, mimo protestów rodziców
Nie ukrywam – spotykam się z krytyką i sprzeciwem ze strony niektórych rodziców. Część z nich uważa, że karne krzesełko jest zbyt surową karą. Jednak codzienna praca w przedszkolu uczy mnie, że bez wyraźnych granic trudno osiągnąć porozumienie i utrzymać porządek w grupie. To nie jest dla mnie forma upokorzenia, lecz narzędzie pomagające zrozumieć, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna odpowiedzialność za swoje zachowanie. Mam świadomość, że nie każdemu rodzicowi się to podoba, ale moim obowiązkiem jest wspierać dzieci w nauce reguł – nie tylko tych obowiązujących w przedszkolu, ale także w przyszłym, dorosłym życiu.
Apeluję do rodziców o większą konsekwencję w domach – to wspólne dobro dzieci
Największym wyzwaniem, z jakim się mierzę, jest brak konsekwencji, który dzieci wynoszą z domów. Wielokrotnie obserwuję, jak trudniej jest mi dotrzeć do maluchów, gdy zasady w domu i w przedszkolu różnią się lub nie są jasno egzekwowane.
Wtedy odpowiedzialność za wprowadzenie reguł spada niemal wyłącznie na nas, nauczycielki. Dzieci gubią się w tym chaosie, nie wiedząc, czego się od nich oczekuje. Karne krzesełko w przedszkolu staje się wtedy narzędziem koniecznym – nie z przekory, lecz z troski o ich rozwój i poczucie bezpieczeństwa. Proszę więc wszystkich rodziców: bądźmy konsekwentni i wspierajmy się nawzajem. To pozwoli dzieciom lepiej funkcjonować, zarówno w przedszkolu, jak i w życiu poza nim.

Liczę na zrozumienie i dialog – chcę, by dobro dziecka było dla nas najważniejsze
Ten list nie jest atakiem na rodziców, lecz prośbą o współpracę. Karne krzesełko w przedszkolu dzieli opinie, ale naszym wspólnym celem powinna być pomoc dzieciom w stawianiu pierwszych, ważnych kroków w świecie zasad i odpowiedzialności.
Jako nauczycielka zawsze stawiam dobro dziecka na pierwszym miejscu i nie wstydzę się mówić otwarcie o metodach, które stosuję. Wierzę, że tylko dzięki szczerej rozmowie i współpracy możemy wypracować najlepsze rozwiązania. Zachęcam do wymiany doświadczeń i wspólnego poszukiwania sposobów, by nasze dzieci czuły się dobrze, bezpiecznie i potrafiły funkcjonować w grupie.
Z poważaniem,
Karolina M.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Metoda „1, 2, 3, ja czy ty” sprawdzi się, gdy dziecko nie słucha. Nie musisz podnosić głosu