Większość rodziców popełnia ten błąd, gdy dziecko się złości. Nie znają metody lustra
Dziecko trzaska drzwiami, krzyczy, rzuca się na podłogę, a rodzic po kilku minutach ma ochotę uciec na inną planetę. Właśnie wtedy większość z nas popełnia ten sam błąd: próbujemy natychmiast „wyłączyć” złość. Tymczasem jest sposób, który działa zupełnie odwrotnie – zamiast uciszać emocje, pokazuje dziecku, że ktoś je wreszcie zauważył.

Kiedy dziecko wpada w złość, większość rodziców odruchowo mówi: „Uspokój się”, „Przestań” albo odsyła je do pokoju. Problem w tym, że to zwykle tylko dolewa oliwy do ognia. Coraz więcej psychologów poleca zupełnie inną metodę – metodę lustra. Wielu rodziców mówi, że działa szybciej niż kara i krzyk.
Na czym polega metoda lustra?
Nazwa może być myląca. Nie chodzi o to, by robić taką samą minę jak dziecko, krzyczeć razem z nim albo powtarzać jego zachowanie. Metoda lustra polega na „odbiciu” emocji dziecka słowami. Rodzic spokojnie pokazuje dziecku, że rozumie, co ono czuje.
Jeśli dziecko krzyczy: „Nienawidzę tego! To głupie!”, zamiast odpowiedzieć: „Przestań natychmiast!”, rodzic mówi: „Widzę, że jesteś bardzo zły, bo coś nie poszło po twojej myśli” albo: „Jesteś wściekły, bo chciałeś jeszcze zostać na placu zabaw”.
To właśnie jest metoda lustra – dziecko słyszy swoje emocje „odbite” w spokojnych słowach dorosłego. Dzięki temu szybciej się uspokaja i zaczyna czuć, że ktoś naprawdę je rozumie. Dzieci dużo łatwiej wyciszają się, gdy czują się zauważone, a nie oceniane.
To jedno zdanie działa na dziecięcą złość niemal od razu
Wielu rodziców przyznaje, że kiedy dziecko wpada w histerię, sami zaczynają mówić coraz głośniej. Efekt? Dziecko krzyczy jeszcze bardziej, a z czasem i rodzic zaczyna krzyczeć.
Metoda lustra działa odwrotnie. Zamiast walczyć ze złością dziecka, rodzic ją nazywa.
Najprostsze zdania brzmią:
- „Widzę, że jest ci bardzo trudno”
- „Jesteś rozczarowany”
- „Bardzo się zezłościłeś”
- „Chciałeś, żeby było inaczej”
To nie oznacza, że rodzic zgadza się na każde zachowanie. Należy postawić dziecku jasną granicę i zakomunikować, jakie zachowanie jest niedopuszczalne, np.: „Widzę, że jesteś zły. Nie pozwolę ci jednak bić”.
Dziecko ma postawioną granicę, ale nie słyszy, że jego emocje są „złe” albo „niepotrzebne”.
Rodzice popełniają jeden błąd, a dziecko złości się jeszcze bardziej
Największy błąd? Próba natychmiastowego „naprawienia” emocji dziecka. Rodzice często mówią: „Nie ma o co płakać”, „To nic takiego”, „Przesadzasz”, „No już, uspokój się”.
Dla dziecka to sygnał, że nie powinno czuć tego, co czuje. W efekcie nie uspokaja się, tylko zaczyna krzyczeć jeszcze bardziej, bo chce zostać w końcu usłyszane. Nie trzeba długo tłumaczyć ani wygłaszać „kazania”. Wystarczy kilka słów:
- „Jesteś smutny, bo brat zabrał ci zabawkę”.
- „Zdenerwowało cię, że powiedziałam „nie”.
- „To było dla ciebie niesprawiedliwe”.
Dopiero kiedy dziecko poczuje się zrozumiane, jest gotowe, by słuchać dalej.
Zobacz także: Gdy dziecko się buntuje, zastosuj metodę „psa i kota”. Szybko skończą się wybuchy złości