Reklama

Ta scena została ze mną na długo.

Burgery, które nagle przestały smakować

Rodzina siedziała przy stoliku niedaleko mnie. Dwóch chłopców – młodszy na oko 9 lat, starszy 12 – przez pierwsze minuty prawie nie odrywało wzroku od telefonów. Rodzice próbowali coś opowiadać, ale rozmowa szybko się urywała.

Po chwili na stole pojawiły się burgery, frytki, napoje, lody. Typowy zestaw, który zamawia się w takich miejscach.

I wtedy zaczęło się marudzenie.

– Ten burger jest jakiś dziwny – powiedział jeden z chłopców po kilku kęsach.
– Mi też nie smakuje. Zamów mi coś innego – dodał drugi.

Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że rodzice zareagują stanowczo. W wielu domach obowiązuje przecież prosta zasada: jeśli coś wybierasz i zamawiasz, to to zjadasz.

Ku mojemu zdziwieniu stało się jednak coś zupełnie innego. Burgery zostały odsunięte na bok, a rodzice zaczęli pokazywać dzieciom menu na telefonie.

„Zamówimy wam inne”

Mama wstała, żeby zamówić w samoobsługowym kiosku nowe burgery, a ojciec jadł to, co sam miał na swojej tacy. Po kilku minutach mama wróciła z zamówieniem. Chłopcy od razu się ożywili, znów zaczęli się śmiać i rozmawiać.

Dla nich to była zwykła sytuacja. Po prostu coś im nie smakowało, więc dostali coś innego.

Patrzyłam na to i nie mogłam przestać myśleć o jednej rzeczy: czy naprawdę tak dziś wygląda podejście wielu dzieci do jedzenia i pieniędzy?

Bo w moim domu coś takiego raczej by nie przeszło. Jeśli dzieci wybiorą danie, to je jedzą. Uczymy je, że jedzenia się nie wyrzuca, a pieniądze też nie biorą się znikąd.

Mała scena, duża refleksja

Oczywiście nie chodzi o jednego burgera. Każdemu może coś nie smakować, chociaż w tego typu miejscach zawsze wszystko smakuje tak samo, w każdym zakątku świata.

Ale kiedy patrzyłam na tę sytuację, miałam wrażenie, że dla tych chłopców wszystko było oczywiste – jeśli coś przestaje odpowiadać, można to po prostu wymienić.

Bez zastanowienia. Coraz częściej słyszę podobne historie od innych rodziców. O dzieciach, które szybko się nudzą, zmieniają zdanie, oczekują natychmiastowej reakcji.

I zaczynam się zastanawiać, czy nie wychowujemy pokolenia, które przyzwyczaiło się do tego, że wszystko można dostać od razu – i dokładnie takie, jakie się chce.

Może to tylko drobna scena z restauracji. Ale dla mnie była przypomnieniem, jak bardzo zmienił się świat, w którym dorastają dzisiejsze dzieci.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Pracuję w Primarku i boję się o to pokolenie. Zachowanie nastolatek mną wstrząsnęło”

Reklama
Reklama
Reklama