Wychowujemy pokolenie dubajskich szejków. Wiadomość w e-dzienniku dobitnie tego dowodzi
– Słuchaj, padniesz – zaczęła znajoma, kiedy spotkałyśmy się na kawie. – Dostałam wczoraj powiadomienie z e-dziennika. Myślałam, że Tymek coś przeskrobał, a było jeszcze gorzej.

Jej syn chodzi do piątej klasy. Normalny chłopak: raz zapomni stroju na WF, raz przyniesie piątkę z matematyki. Nic nadzwyczajnego. Tym razem jednak aplikacja wysłała jej informację o… pochwale.
Pochwała za coś, co kiedyś było oczywiste
Znajoma przyznała, że najpierw poczuła dumę. Otworzyła wiadomość i przeczytała, że jej syn został wyróżniony za pomoc w sprzątaniu klasy po zajęciach i zaangażowanie w przygotowanie sali do szkolnego wydarzenia. Nauczyciel podkreślił jego „ponadprzeciętną postawę i kulturę osobistą”.
– Zrobiło mi się miło. Serio. Ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy my naprawdę doszliśmy do momentu, w którym pomoc w ustawieniu krzeseł jest czymś ponadprzeciętnym? – opowiadała.
Zapytała syna, co dokładnie się wydarzyło. Odpowiedział, że pani poprosiła klasę o pomoc, ale większość uczniów szybko się ulotniła. On został z kilkoma osobami.
I to wystarczyło, by w e-dzienniku pojawiła się oficjalna pochwała.
„Mamo, a dostanę za to coś?”
Najbardziej zaskoczyło ją jednak coś innego. Kiedy pochwaliła syna w domu, usłyszała: „Fajnie, nie? A dostanę za to coś?”.
– I wtedy mnie zmroziło – przyznała. – Bo zrozumiałam, że on naprawdę myśli kategoriami nagrody. Jakby każdy dobry uczynek musiał się opłacać.
Nie chodzi o to, że chłopiec jest roszczeniowy czy źle wychowany. Wręcz przeciwnie – to wrażliwe dziecko. Ale funkcjonuje w świecie, w którym za wszystko są punkty, plusy, odznaki, oceny, komentarze w systemie. Każde zachowanie może być natychmiast opisane i ocenione.
Znajoma powiedziała wtedy pół żartem, pół serio: „Wychowujemy pokolenie dubajskich szejków. Oczekują, że wszyscy będą robić wszystko za nich, a jeśli sami kiwną palcem, oczekują oklasków”.
E-dziennik jako centrum domowego życia
Kiedyś dzieci wracały do domu i same opowiadały, co się wydarzyło w szkole. Dziś wielu rodziców najpierw sprawdza powiadomienia. Dźwięk aplikacji potrafi przyspieszyć puls – czy to jedynka, uwaga, a może właśnie pochwała?
Nie chodzi o to, by krytykować pochwały. Docenianie dzieci jest ważne. Problem zaczyna się wtedy, gdy zwykła przyzwoitość urasta do rangi heroizmu, a młody człowiek uczy się, że warto być pomocnym tylko wtedy, gdy ktoś to odnotuje.
Może, zamiast zastanawiać się, czy w e-dzienniku pojawi się kolejny wpis, warto częściej rozmawiać o tym, dlaczego pomagamy – nie dla punktów, nie dla nagród, ale dlatego, że tak po prostu trzeba.
Bo jeśli każde przesunięcie krzesła wymaga oficjalnej pochwały, to rzeczywiście możemy obudzić się w świecie małych szejków, przekonanych, że świat istnieje po to, by ich obsługiwać i nagradzać.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: W środku nocy przyszła wiadomość z przedszkola. Matka: „To już absurd”