Reklama

Weekend miał być dla dzieci jak oddech po całym tygodniu. U nas coraz częściej wygląda jak druga zmiana w pracy. W piątek wracamy do domu, robię obiad, a córka nawet nie zdąży opowiedzieć, co było w szkole, bo już wyciąga podręczniki.

Zadania domowe na weekend psują rodzinny czas

„Mamo, muszę to zrobić teraz, bo jutro nie zdążę” − mówi mi. I tak mija piątek, a potem sobota − między matematycznymi zadaniami a czytanką, a niedziela pod znakiem „dokończymy, bo nie zdążyłyśmy”.

Patrzę na nią i czuję złość, ale też bezradność. To dziecko, które ma prawo pobawić się z koleżanką, poleżeć z kotem, pójść na spacer, poleniuchować. Ja pamiętam swoje dzieciństwo. Było trochę obowiązków, jasne, ale weekend był naszym czasem. Dziś mam wrażenie, że szkoła wchodzi nam do domu drzwiami i oknami, zabiera spokój i radość.

Niby dobrowolne, a jednak obowiązkowe

Najbardziej boli mnie ten fałsz. Słyszymy, że zadania na weekend „nie są obowiązkowe”. Tyle że wszyscy wiemy, jak to wygląda w praktyce. Dziecko przychodzi w poniedziałek i słyszy pytanie: „kto zrobił”. Kto nie zrobił, ten czuje się gorszy. Nikt nie musi tego mówić wprost. Wystarczy spojrzenie, ton głosu, odhaczanie w zeszycie. Potem komentarze w stylu: „widzę, kto pracuje, a kto nie”. I nawet jeśli brak zadania nie obniża oceny, obniża poczucie wartości mojego dziecka.

Córka sama mówi: „jak nie zrobię, pani pomyśli, że mi nie zależy”. I robi, mimo że jest zmęczona. Czy to jest nauka odpowiedzialności? Dla mnie to nauka strachu i udawania. A ja nie chcę, żeby ona uczyła się świata pod presją, żeby miała poczucie, że jest wciąż za mało.

dziewczynka z kotem
Mama chciałaby, żeby dzieci w weekend nie musiały myśleć o szkole, fot. AdobeStock/Elena Kratovich

Dzieci potrzebują odpoczynku, a nie kolejnych zadań

Dziecko nie jest maszyną. Ono po całym tygodniu w ławce naprawdę musi odpocząć, pobyć na świeżym powietrzu, ponudzić się, pośmiać. Z tej nudy rodzi się kreatywność, z zabawy rodzą się relacje, z odpoczynku rodzi się siła do uczenia się. Bez tego żadne zadania nie pomogą.

Chciałabym, żeby ktoś wreszcie usłyszał rodziców. My nie buntujemy dzieci przeciw szkole. My tylko widzimy, że coś jest nie tak. Nauczyciele mają ogrom pracy i ja to szanuję, ale jeśli system nie zostawia dzieciom miejsca na bycie dziećmi, to to jest krzywda. Rozmawiam z innymi mamami i słyszę to samo: weekendy są jak wyścig, rodziny są spięte, dzieci płaczą nad ćwiczeniami.

Proszę o rozsądek. Weekendy powinny należeć do dzieci, bo inaczej naprawdę odbierzemy im dzieciństwo kawałek po kawałku. A potem będziemy się dziwić, czemu rosną zmęczone, zgaszone, niepewne siebie. Ja nie chcę takiej przyszłości dla mojej córki. I wierzę, że szkoła może wyglądać inaczej.

Inga


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nikt nie przyszedł na urodziny mojej córki. Tak rodzice uczą dzieci okrucieństwa

Reklama
Reklama
Reklama