Zapytałam dziecko, jak chce spędzić wigilię. Odpowiedź sprawiła, że poleciały mi łzy
Nie spodziewałam się, że jedno pytanie tak mocno zakręci mi w głowie. Dwa proste zdania mojego synka sprawiły, że usiadłam na krześle i długo nie mogłam dojść do siebie.

Droga Redakcjo, piszę ten list z sercem w gardle. Zbliża się wigilia, a ja – jak co roku – próbuję wszystko ogarnąć. Bieganina po sklepach, planowanie potraw, sprzątanie, pakowanie prezentów. W pewnym momencie spojrzałam na swoje dziecko i pomyślałam, że w tym wszystkim zapominam zapytać, czego ono chce.
Myślałam, że marzy o prezentach i bajkach
Uklękłam przy nim i zapytałam spokojnie, jak chciałby spędzić wigilię.
Myślałam, że usłyszę coś o prezentach, dłuższym siedzeniu przy bajkach albo ulubionym deserze. Tymczasem mój synek spojrzał na mnie poważnie i powiedział: „Mamo, ja chcę tylko, żebyś w wigilię była z nami i nie była taka zmęczona”. Te słowa weszły mi do głowy bardziej niż niejedna życiowa lekcja.
Słowa dziecka, które otworzyły mi oczy
Stanęłam jak wryta. Nie chodziło o zabawki, o choinkę, o świąteczny klimat. Mój mały chłopiec pragnął jednego – mamy, która usiądzie obok niego bez pośpiechu, bez nerwów, bez ciężaru na ramionach. Poczułam gorące łzy pod powiekami, bo dotarło do mnie, że od tygodni biegam, żeby wszystko było idealnie, a on widzi tylko moje zmęczenie.
Te słowa zabolały, ale w tym dobrym sensie. Jakby ktoś w końcu potrząsnął mną delikatnie i przypomniał, że święta to nie perfekcyjna zastawa, nie błyszczące okna, tylko bliskość. A ja tę bliskość zamieniam czasem na listę zadań, która nie ma końca.

Postanowiłam coś zmienić przed świętami
Usiadłam z synkiem na kanapie i obiecałam mu, że w tym roku będzie inaczej. Że nie będę biegać do ostatniej minuty, nie będę sprzątać na siłę, nie będę gotować dwunastu potraw, skoro połowa i tak zostaje. Zrozumiałam, że on na długo zapamięta to, jak się czuł podczas świąt, a nie to, ile było pierogów na stole.
Chcę, żeby mój dom pachniał spokojem, nie zmęczeniem. Żeby moje dziecko, patrząc na mnie, czuło radość, a nie napięcie. I wreszcie – żeby wigilia była nasza, prawdziwa, ciepła, bez presji. Jego słowa postawiły mnie do pionu i przypomniały, że czasem najmniejszy człowiek daje największą lekcję.
Dziękuję, że mogłam to napisać. Może jakaś inna mama, czytając ten list, też usłyszy w tym swoją historię i zatrzyma się choć na chwilę. Święta mogą być piękne nawet wtedy, gdy nie są idealne. A może właśnie wtedy są najpiękniejsze.
Karolina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Moje dziecko nie chce łamać się opłatkiem. Przestałam je zmuszać