Zmieniłam przedszkole prywatne na publiczne po upokorzeniu na zebraniu
Matka opisała wstrząsające kulisy funkcjonowania prywatnego przedszkola. Po licznych rozczarowaniach i ignorowaniu problemów zdecydowała się na radykalny krok – przeniosła dzieci do placówki publicznej. Efekty okazały się zaskakujące.

Autorka listu nadesłanego do naszej redakcji opisała swoją decyzję o przeniesieniu dzieci z prywatnego do publicznego przedszkola. Powodem były negatywne doświadczenia związane z funkcjonowaniem prywatnej placówki. Matka wierzyła, że płacąc za edukację, zapewni dzieciom najwyższy poziom opieki, edukacji i wsparcia. Rzeczywistość okazała się jednak druzgocąco inna.
Jakie problemy wystąpiły w prywatnym przedszkolu?
W liście opisano szereg niepokojących sytuacji. Dzieci były traktowane jak „numery” w przedsięwzięciu nastawionym na zysk. Pomimo obietnic dotyczących kameralnych grup, rzeczywista liczba dzieci była znacznie wyższa. Dochodziło do częstej rotacji kadry, co odbijało się na stabilności i jakości opieki. Zajęcia dodatkowe, które miały być atutem placówki, były krótkie i niewiele wnosiły do rozwoju dzieci.
Matka wielokrotnie zgłaszała swoje zastrzeżenia, ale reakcje ze strony przedszkola ograniczały się do uspokajających fraz, takich jak „to przejściowe” lub „nikt inny nie zgłaszał problemów”.
Co wydarzyło się podczas zebrania?
Punktem zwrotnym okazało się zebranie, podczas którego matka usłyszała, że jej dziecko powinno iść na terapię. Zamiast wsparcia w trudniejszym okresie – spowodowanym m.in. adaptacją czy stresem – dziecko zostało określone jako „trudne”. Placówka nie próbowała znaleźć źródła problemu w otoczeniu ani w metodach pracy, lecz zasugerowała, że problem leży po stronie dziecka.
To wydarzenie było dla matki szokiem i uświadomiło jej, że dalsze pozostawianie dzieci w tej placówce może mieć negatywne skutki dla ich rozwoju i dobrostanu psychicznego.
Przeniesienie do publicznego przedszkola wiele zmieniło
Po podjęciu decyzji o zmianie przedszkola, dzieci trafiły do placówki publicznej. Matka zauważyła znaczną poprawę – zarówno w podejściu personelu, jak i samopoczuciu dzieci. Opiekunowie w przedszkolu publicznym okazali się zaangażowani, empatyczni i skoncentrowani na potrzebach maluchów. Nie było tam mowy o uprzedzeniach czy traktowaniu dzieci jak klientów.
Choć nowe przedszkole nie uchodzi za „prestiżowe”, matka dostrzega realne zaangażowanie kadry i codziennie obserwuje pozytywną zmianę u swoich dzieci. Dla niej najważniejsze stało się podejście do dziecka jako człowieka, a nie „numeru” w systemie.
Przestroga dla innych rodziców: nie wszystko złoto, co się świeci
W swoim liście matka przestrzega innych rodziców przed bezkrytycznym zaufaniem do marketingowych haseł prywatnych przedszkoli. Zwraca uwagę, że płacenie wyższej ceny nie zawsze oznacza lepszą jakość. Wskazuje, że warto dokładnie przyglądać się, jak funkcjonuje placówka, jakie są rzeczywiste warunki dla dzieci oraz czy zapewnione są obiecane zajęcia i indywidualne podejście.
Zmiana przedszkola, mimo że była dla rodziny stresująca, okazała się korzystna. Autorka apeluje o większą czujność rodziców i przypomina, że dobro dziecka powinno być zawsze na pierwszym miejscu – niezależnie od tego, czy wybór padnie na przedszkole prywatne czy publiczne.
Zobacz także: Bez angielskiego i rytmiki. Po 5 dniach w publicznym przedszkolu: „Mamo, tu jest lepiej”