Reklama

Toksyczność w rodzinie nie zawsze wygląda jak sceny z filmu. Czasem ma postać ciągłego oceniania, braku czułości, warunkowej miłości albo atmosfery, w której dziecko jest „od dorosłych”, a nie odwrotnie. Dorosłe życie potrafi obnażyć skutki takich doświadczeń dopiero wtedy, gdy sami zaczynamy budować własne rodziny.

Poniżej zebrałam dziewięć skutków, które najczęściej widać u osób wychowanych w toksycznych domach. Nie są to etykiety, raczej drogowskazy. Jeśli coś z tego brzmi znajomo, to wcale nie znaczy, że z tobą jest coś nie tak. To znaczy tylko tyle, że coś w tobie wymaga uwagi i opieki.

Skutki dorastania przy toksycznych rodzicach w dorosłym życiu

1. Trudność z rozpoznawaniem własnych potrzeb
W toksycznym domu potrzeby dziecka często schodzą na dalszy plan. Liczy się spokój rodzica, jego humor, jego zdanie. Dziecko uczy się, że „nie wypada chcieć” albo że chcenie jest egoizmem. Po latach w dorosłości objawia się to w prostych sytuacjach: nie wiem, czego chcę w pracy, w relacji, w weekend. Łatwiej mi spełniać oczekiwania innych niż usłyszeć siebie.

2. Poczucie winy bez powodu
To jeden z najbardziej podstępnych efektów. Nawet kiedy wszystko jest w porządku, w środku pojawia się niepokój, że „coś zrobiłam źle”. Wielu z nas wychowywano w atmosferze zawstydzania albo cichej kary. Gdy rodzic był niezadowolony, dziecko miało się domyślić. W dorosłości ten mechanizm działa jak wewnętrzny alarm ustawiony za głośno.

3. Nadmierna odpowiedzialność za innych
Ktoś musiał dbać o emocje dorosłych, kogoś trzeba było pocieszać, uspokajać, „nie denerwować”. Dziecko wchodzi w rolę opiekuna. Po trzydziestce bywa tak, że w relacjach automatycznie biorę ciężar na siebie. Czuję się odpowiedzialna za nastrój partnera, szefa, przyjaciół. A kiedy nie dam rady, pojawia się wstyd.

4. Lęk przed konfliktem albo przeciwnie − wybuchowość
W toksycznym środowisku konflikt bywał przemocą, krzykiem, groźbą odrzucenia. Nic dziwnego, że potem człowiek go unika. Zamyka się, zgadza „dla świętego spokoju”, przełyka niezgodę. Drugi wariant jest odwrotny: skoro w domu nie wolno było mówić, co boli, złość zbierała się latami i w dorosłości potrafi wystrzelić nieproporcjonalnie mocno.

5. Przyciąganie podobnych dynamik w związkach
To temat trudny, bo dotyka miłości, a nie lubimy myśleć, że nasze wybory są w jakimś sensie zaprogramowane. A jednak, jeśli dorastałam w relacji opartej na krytyce, chłodzie albo szantażu emocjonalnym, to mój układ nerwowy uzna to za znajome. Po trzydziestce wiele osób orientuje się, że wchodzi w związki, w których znowu musi zasługiwać na uwagę albo stąpa po cienkim lodzie.

6. Problem z ufaniem ludziom
Gdy najbliżsi zawodzili, obiecywali jedno, robili drugie, albo kiedy ich czułość była warunkowa, zaufanie przestaje być naturalne. Dorosły człowiek może wyglądać na niezależnego, a w środku stale czekać na zranienie. To sprawia, że relacje są albo zbyt kontrolowane, albo powierzchowne, bo głębia kojarzy się z ryzykiem.

toksyczni rodzice
Granice to coś, czego uczymy się w dzieciństwie, fot. AdobeStock/ARAMYAN

7. Wewnętrzny krytyk silniejszy niż głos wsparcia
Toksyczne zachowania rodziców z dzieciństwa często zostają w głowie jako język, którym mówimy do siebie. „Nie przesadzaj”, „do niczego się nie nadajesz”, „inni robią to lepiej”. Po trzydziestce, kiedy mamy już potwierdzenia swojej wartości w świecie, ten głos dalej potrafi wygrywać. I to jest szczególnie bolesne, bo wygląda jak brak uznania dla własnych sukcesów, a jest po prostu dawną narracją.

8. Perfekcjonizm albo prokrastynacja
To dwie strony tej samej monety. Jedni próbują być „idealni”, bo tylko tak czuli się bezpiecznie. Drudzy odkładają działanie, bo każda próba wiąże się z lękiem przed oceną. W toksycznym domu często nie było miejsca na błędy, a pochwały bywały rzadkie albo ironiczne. Dorosłość przynosi wtedy presję, że trzeba zasłużyć na prawo do spokoju.

9. Trudność z budowaniem zdrowych granic
Granice to coś, czego uczymy się w dzieciństwie. Jeśli rodzice je przekraczali, wchodzili w prywatność, decydowali za mnie, karali za odrębne zdanie, to w dorosłości granice są jak mięsień, którego nikt nie trenował. Czasem mówię „tak”, choć chciałam „nie”. Czasem stawiam ścianę tam, gdzie wystarczyłaby linia. W obu przypadkach chodzi o to samo: o odzyskanie prawa do siebie.

Skutki dorastania przy toksycznych rodzicach nie są wyrokiem. Są raczej historią o tym, jak próbowaliśmy przetrwać. Po trzydziestce mamy szansę spojrzeć na siebie z większą czułością i już nie żyć w trybie dziecięcej adaptacji. Niekiedy pomaga rozmowa z terapeutą, czasem wspierająca relacja, czasem sama świadomość, że nasze reakcje mają źródło. Najważniejsze jest to, że dziś możemy wybierać inaczej. I to jest początek zdrowienia, spokojny, codzienny, krok po kroku.

Zobacz też: Te dzieci rozwijają się najlepiej i rosną bezpiecznie. Ich rodzice wprowadzili 5 domowych zasad

Reklama
Reklama
Reklama