Reklama

Jestem mamą trzyletniej dziewczynki, wrażliwej i jeszcze trochę wycofanej w kontaktach z dorosłymi. Kiedy odwiedzili nas dziadkowie, liczyłam na spokojne popołudnie. Niestety wszystko poszło nie tak, jak każdy rodzic by sobie życzył.

Wizyta dziadków, która miała być miła

Moja córka była tego dnia bardzo pobudzona, trochę zmęczona, a w pewnym momencie zrobiła dziwną minę w stronę babci. Znam ją dobrze – to jej sposób na pokazanie, że coś ją stresuje.

Teściowa spojrzała na nią chłodno, pochyliła się i wypowiedziała zdanie, od którego aż się wzdrygam: „Ale ty jesteś brzydka”. Powiedziała to niby półżartem, niby wychowawczo, ale ton brzmiał jak reprymenda. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Widziałam, jak twarz mojego dziecka zmienia się w sekundę – strach, wstyd, zagubienie. A potem łzy.

Granica, której nikt nie ma prawa przekraczać

Teściowa próbowała tłumaczyć, że „tak się uczy dzieci grzeczności”, że „miała dobre intencje” i „przesadzam”. Ale we mnie coś pękło. Mogę wiele znieść jako synowa, ale nikt nie ma prawa mówić tak do mojego dziecka. Zwłaszcza ktoś, kto powinien być dla niej oparciem, kimś, kto kocha bezwarunkowo.

Tłumaczyłam, że trzylatek nie zrozumie ironii ani wychowawczego żartu. Że takie słowa potrafią zostać z dzieckiem na długo. Że ja, jako matka, mam obowiązek tę granicę postawić. Nie chodzi o to, żeby córka była traktowana jak „mała dorosła”, którą można upominać jak się chce. Dziecko czuje emocje znacznie silniej niż my. I długo je pamięta.

metody wychowawcze dziadków
Metody wychowawcze dziadków bywają inne niż rodziców, fot. AdobeStock/JenkoAtaman

Decyzja, której nie żałuję

Po tej sytuacji powiedziałam jasno: na razie wstrzymujemy kontakty. Potrzebuję czasu, żeby ochłonąć, a moja córka – żeby poczuć się znów bezpieczna. Nie wiem, jak teściowa to przyjęła, bo wciąż twierdzi, że przesadzam. Ale dla mnie dobro dziecka jest ważniejsze niż czyjekolwiek urazy.

Wiem, że niektórzy powiedzą, że „babcie już takie są”, że „kiedyś tak się mówiło i nikomu nie szkodziło”. Ja jednak czuję w sercu jedno: słowa potrafią ranić równie mocno jak czyny. A ja mam obowiązek chronić córkę, nawet jeśli komuś się to nie podoba.

Proszę o publikację tego listu. Może inne mamy też usłyszały coś, co sprawiło ból ich dzieciom. Może komuś brakuje odwagi, żeby powiedzieć „stop”. Chcę, żeby wiedziały, że mają do tego pełne prawo. Czasem trzeba postawić sprawę jasno, żeby dziecko czuło, że ma po swojej stronie kogoś, kto zawsze je obroni.

Weronika Z.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: 7 zgubnych nawyków rodziców. To oni wychowują nieszczęśliwe dzieci

Reklama
Reklama
Reklama