Reklama

Moja codzienność od miesięcy wyglądała jak niekończąca się walka o podstawowe potrzeby dzieci. Były mąż najpierw przestał się odzywać, potem coraz rzadziej pojawiał się na spotkaniach z dziećmi, aż w końcu zniknął. Pracuje na czarno – wiedzą to wszyscy znajomi, nawet sąsiedzi. Dla sądu jednak oficjalnie nie ma dochodu, więc nie płaci alimentów i nie czuje się zobowiązany do żadnych kontaktów z dziećmi.

Zostałam sama z ciężarem codzienności

Zostałam z tym wszystkim sama: dwójka dzieci, rachunki, szkoła, lekarz, jedzenie. Codziennie kombinuję, jak podzielić pieniądze, żeby wystarczyło na wszystko. Każda złotówka staje się tematem gorączkowych rozmyślań i kompromisów. Zaczęłam bać się nawet zwykłych zakupów, bo lista potrzeb nigdy się nie kończy.

W pewnym momencie poczułam, że już nie mam dokąd pójść. Próbowałam wszystkiego – rozmów, ugód, pism do sądu, próśb o pomoc. Nic nie działało. Zdecydowałam się na desperacki krok: napisałam do rodziców byłego męża, prosząc ich o wsparcie, choć wiedziałam, że rozmowa na taki temat z byłymi teściami może być bardzo trudna. Szczerze mówiąc, było mi wstyd. To starsi schorowani ludzie. Rzadko kontaktowali się z wnukami, ale nie miałam im tego za złe, bo wiem, że mają dość własnych problemów.

Nie miałam wyjścia, poprosiłam o pomoc byłych teściów

Bałam się, jak zareagują. Myślałam, że będą bronić syna albo, co gorsza, zrzucą winę na mnie. Wiedziałam, że są emerytami, że sami nie mają wiele. Opisałam sytuację szczerze: że ich syn nie płaci, nie kontaktuje się, że wszystko spadło na mnie, a dzieci nie mają wsparcia ojca.

Odpowiedź przyszła po kilku dniach. Teściowie byli zszokowani – nie mieli pojęcia o zachowaniu syna. Wyznali, że od dawna nie rozmawiał z nimi o niczym ważnym, nie wiedzieli o alimentach, nie wiedzieli, że dzieci są zupełnie odcięte od ojca i jego pieniędzy. To, co usłyszałam potem, przeszło moje oczekiwania.

teściowie
Byli teściowie nie mieli pojęcia o zachowaniu swojego syna, fot. AdobeStock/Daniel

Wzruszająca postawa dziadków: oddają część swojej emerytury wnukom

Teściowie zadeklarowali, że będą przekazywać wnukom część swojej emerytury każdego miesiąca. Nie pytali, czy jestem pewna, nie kazali czekać na wyrok sądu. Po prostu powiedzieli: „Chcemy, by dzieci wiedziały, że dziadkowie je kochają, że nie są same”. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się takiej decyzji – spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego.

Wzruszyłam się. Poczułam ogromną ulgę, wdzięczność, ale też żal, że ich własny syn zszedł na drogę, której nie rozumiem. Teściowie nie dyskutowali, nie oskarżali, nie pytali, czy mogłam zrobić coś inaczej. Po prostu uznali, że w tej sytuacji najważniejsze są dzieci.

Dziś wiem, że alimenty od teściów to nie tylko wsparcie finansowe. To wiadomość dla dzieci, że mają rodzinę, że nawet kiedy zawodzi jeden dorosły, inni nie odwracają się plecami. Dzięki tej decyzji łatwiej mi tłumaczyć dzieciom, że są ważne i kochane.

Agata


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Toksyczni dziadkowie uparcie powtarzają tych 7 zdań. Tak przeszkadzają rodzicom w wychowaniu

Reklama
Reklama
Reklama