Reklama

Pytanie o bycie chrzestnym dziecka nie jest z kategorii tych łatwych i oczywistych. W sieci pojawiła się odważna, gorąca dyskusja, która nie daje jasnej odpowiedzi – wręcz przeciwnie, rozbudza wątpliwości i rzuca nowe światło na dobrze znane rodzinne dylematy.

Bycie rodzicem chrzestnym: czy trzeba powiedzieć „tak”?

Na Threads ktoś zadał pytanie: „Czy nietaktem jest odmowa, kiedy rodzice dziecka pytają o bycie rodzicem chrzestnym? Argument 'dziecku się nie odmawia' mnie nie przekonuje, bo nie dziecko pyta i nie jemu się odmawia, tylko rodzicom. Co o tym sądzicie? Czy zawsze trzeba się zgodzić, bo nie wypada powiedzieć 'nie'?”. Komentarze pod tym wpisem pokazują, jak bardzo temat ten potrafi podzielić.

Brak zgody na bycie rodzicem chrzestnym: dla kogo naprawdę jest ta rola?

Dla wielu osób sama myśl o odmowie zostania rodzicem chrzestnym wydaje się niedopuszczalna. Pada argument: „dziecku się nie odmawia”. Jednak pod wpisem w serwisie Threads szybko pojawiły się głosy, że w rzeczywistości pytają rodzice, a nie dziecko. To, czy czujemy się zobowiązani przyjąć tę rolę, wcale nie jest oczywiste.

Jeden z internautów napisał dosadnie: „Nie trzeba się godzić. Nietaktem jest proszenie ateisty o bycie chrzestnym. A na argument 'dziecku się nie odmawia' można odpowiedzieć, że 'spoko, jak dziecko samo zapyta, to nie odmówię'”. To podejście pokazuje, że dla niektórych zgoda powinna być świadomą decyzją, a nie wynikiem presji otoczenia czy rodzinnych tradycji.

Z kolei inna osoba wyraziła zaskoczenie, że można „wrobić” kogoś w bycie chrzestnym wbrew jego woli. Czy naprawdę mamy obowiązek przyjmować każdą prośbę, jeśli nie czujemy, że jest to coś dla nas?

chrzest
W dyskusji pojawił się wątek roli chrzestnego jako „bankomatu”, fot. AdobeStock/Godong Photo

Kiedy bycie chrzestnym to już nie tradycja, a przykry obowiązek?

W dyskusji pojawił się także wątek roli chrzestnego jako... „bankomatu”. Jeden z komentarzy brzmiał: „Biorąc pod uwagę, że prawdziwy sens bycia chrzestnym już dawno zastąpiło traktowanie go jako bankomat, nie miałabym z tym problemu”. To bolesna diagnoza, która pokazuje, że niektórzy zaczynają postrzegać tę funkcję nie jako duchowe i wychowawcze wsparcie dla dziecka, ale raczej jako źródło prezentów lub pieniędzy.

Ta refleksja wywołała kolejne pytania: czy warto zgadzać się na coś, do czego nie jesteśmy przekonani? Czy rola chrzestnego nie została zbyt mocno zdegradowana do roli dostawcy prezentów? Pojawiła się nawet opinia, że czasem lepiej odmówić, niż uczestniczyć w czymś, w co sami nie wierzymy.

Zobacz wszystkie komentarze na Threads.

Gdy presja rodzinna wygrywa z własnym przekonaniem: dylematy i wybory

Wśród komentujących nie zabrakło także głosów tych, którzy – choć mieli wątpliwości – zgodzili się zostać chrzestnym z powodu bliskich relacji z rodziną. Jedna z internautek napisała: „Jestem taką chrzestną 'bo wypadało': co prawda do kościoła nie chodzę, ale byłam blisko z tą rodziną, mam wszystkie sakramenty gdzieś tam po drodze, to w sumie czemu nie”.

Te słowa pokazują, że czasem decyzja jest wynikiem kompromisu między własnymi przekonaniami a oczekiwaniami najbliższych. Zdarza się, że dla świętego spokoju wolimy przyjąć rolę, choć nie czujemy się do niej powołani. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy taka zgoda rzeczywiście sprawia, że czujemy się dobrze sami ze sobą.

Temat odmowy zostania rodzicem chrzestnym wywołuje ogromne emocje. Jedni uważają, że nie ma w tym nic złego, inni nie wyobrażają sobie powiedzieć „nie” rodzinie. Wnioski? Nikt nie powinien być zmuszany do przyjęcia tej roli, jeśli nie czuje się na siłach, a każda decyzja – niezależnie od tego, czy powiemy „tak”, czy „nie” – powinna być podjęta zgodnie z własnym sumieniem.

Zobacz też: Oddawałam wnukom po 500 zł z każdej emerytury. Teraz już wiem, że sama na siebie ukręciłam bat

Reklama
Reklama
Reklama