Czy dziadkowie mają prawo podważać autorytet rodziców? „Wychowałam syna, z wnukiem dam radę”
Mówią, że bycie babcią to sama przyjemność. Czułość, rozpieszczanie, miłość bez granic. Tylko nikt nie mówi głośno o tym, jak bardzo potrafi to boleć, kiedy masz wrażenie, że każdy twój ruch jest oceniany, a każda decyzja kwestionowana. Zwłaszcza wtedy, gdy całe serce wkładasz w opiekę nad wnukiem, a i tak słyszysz, że robisz wszystko źle.

Jestem babcią czteroletniego Kacperka. Kocham go nad życie i naprawdę nie przesadzam, mówiąc, że nieba bym mu uchyliła. A mimo to coraz częściej czuję się, jakbym była zagrożeniem, a nie wsparciem.
Zawsze coś jest nie tak
Odbieram wnuka z przedszkola, spędzamy razem popołudnie, bawimy się, śmiejemy. A potem zaczyna się lista uwag. Bajki za często lecą. Dlaczego na obiad były ziemniaki, a nie kasza. Czemu dostał kawałek czekolady. Dlaczego za ciepło go ubrałam. Czemu go przytulam i całuję, to przecież zarazki.
Czasem mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, będzie źle. Jakbym specjalnie chciała zrobić mu krzywdę. Jakbym nie rozumiała dziecka, świata i podstaw wychowania. A przecież to nieprawda. Wychowałam syna na porządnego człowieka. Mam doświadczenie, intuicję i serce. I naprawdę wiem, że jeden dzień z bajką czy ziemniaki zamiast kaszy nie zrujnują dzieciństwa.
Miłość to nie instrukcja obsługi
Najbardziej boli mnie to, że nikt nie pyta o moje intencje. A one są zawsze dobre. Wszystko, co robię, robię z miłości. Gdy daję Kacperkowi buziaka, to dlatego, że chcę, żeby czuł się bezpieczny i kochany. Gdy pozwalam mu dłużej obejrzeć bajkę, to dlatego, że widzę, jak bardzo tego dnia jest zmęczony.
Mam wrażenie, że współczesne rodzicielstwo bywa jak lista zakazów i nakazów. Jakby dzieci wychowywało się według poradników i zaleceń z internetu, a nie według relacji. A przecież miłość, bliskość i zdrowy rozsądek też są ważne. I wcale nie są przestarzałe.
Starych drzew się nie przesadza
Nie chcę podważać autorytetu rodziców. Nie chcę się kłócić ani udowadniać, że wiem lepiej. Chciałabym tylko, żeby ktoś czasem zaufał także mnie. Żeby zrozumiał, że babcia to nie wróg, tylko sprzymierzeniec.
Mam swoje lata, swoje doświadczenia i swoje błędy za sobą. Ale też mnóstwo czułości do zaoferowania. I naprawdę wierzę, że można się dogadać bez ciągłego wytykania potknięć. Jak to się mówi – starych drzew się nie przesadza. A babcia, która kocha wnuka całym sercem, nie zasługuje na to, by czuć się jak problem do rozwiązania.
Zobacz także: Wyznanie babci: „Kocham wnuki, ale nie będę wypruwać dla nich żył. Chcę zasmakować życia”